reklama-SWWS
baner_AK
pekao_firmowe_012023_1200x200_

Gwałcił i mordował. Kim był „Wampir z Kalisza”?

Nie tak dawno, bo zaledwie pół wieku temu, w naszym mieście grasował bardzo niebezpieczny, a przede wszystkim bezwzględny człowiek, którego dziś określa się mianem „Wampira z Kalisza”. Historia przekazywana wśród mieszkańców zyskała rangę ogólnokrajową, a to wszystko za sprawą Marcina Myszki – prowadzącego kanał „Kryminatorium” na platformie Spotify i YouTube. Kim był i z czego „zasłynął” kaliski wampir?

Praca nad tego typu historiami jest dla mnie szczególnie ciekawa także przez to, że mogę odwiedzać i poznawać dzięki temu zupełnie nowe miejsca. W Kaliszu byłem pierwszy raz w życiu. Niestety w trakcie nagrań nie miałem zbyt wiele czasu na zwiedzanie okolic, ale to urokliwe miasteczko spodobało mi się i kiedyś zapewne tam wrócę. Sprawa wciąż żyje w świadomości mieszkańców. Przed realizacją materiału dostawałem od widzów i słuchaczy wiele wiadomości, w których proponowano tę historię jako temat na jeden z kolejnych odcinków mojego programu. Na miejscu rozmawiałem też z kilkoma starszymi osobami, które spotkałem przypadkowo. Niektórzy dobrze pamiętali te wydarzenia – Marcin Myszka, twórca kanału „Kryminatorium”.

Zacznijmy od początku

Krystyna miała 14 lat, mieszkała w małej wiosce pod Kaliszem. Pewnego lipcowego poranka 1970 roku wraz z babcią udała się na kaliski targ w celu sprzedaży wiejskich wyrobów. Dziewczynka w pewnym momencie zniknęła, a jedyne co udało się ustalić to fakt, że oddaliła się z targu, idąc w kierunku ulicy Majkowskiej, gdzie ślad po niej zaginął.

Krysia była osobą nieśmiałą i wycofaną. Jej bliscy byli pewni, że gdyby miała gdziekolwiek wyjechać, kogoś by o tym poinformowała, dlatego hipoteza o dobrowolnym oddaleniu się z domu czy ucieczce nie wchodziła w grę. Policjanci zakładali wówczas najgorsze scenariusze – nieszczęśliwy wypadek, zabójstwo, samobójstwo.

Trzy tygodnie później, było już jasne, że dziewczynka nie żyje. Pracownicy komunalni, opróżniając zbiornik przy ulicy Nowotki (obecnie Parczewskiego), odnaleźli jej ciało.

Już po wstępnych oględzinach wiadomym było, że doszło do popełnienia zabójstwa, najprawdopodobniej na tle seksualnym – ciało było częściowo obnażone, ubranie zdarte, a w niektórych fragmentach nacięte, na szyi dziewczynki cały czas zaciśnięta była tasiemka. Ofiara zmarła przez uduszenie. W tym samym miejscu milicjanci znaleźli także dwa noże kuchenne, finkę oraz bagnet. Przypuszczano, że któreś z nich było narzędziem zbrodni – słuchamy w podcaście Marcina Myszki.

Sprawca najprawdopodobniej zabójstwa dokonał w innym miejscu, a następnie podrzucił ciało do dołu kloacznego. Zwłoki znaleziono zaraz przy otworze do wybierania fekaliów. Na podstawie okolicy, w której odnaleziono ciało, udało się wyciągnąć wiele istotnych wniosków. – Sugerowano, że sprawca ciało przyniósł niezauważenie w nocy, a śledczy założyli, że sprawca musiał często przebywać w okolicach znajdującego się obok budynku. Najprawdopodobniej na początku zaprosił do swojego mieszkania dziewczynkę, tam doszło do zabójstwa, a potem pod osłoną nocy wyniósł ciało – opowiada twórca podcastu. Sprawa chwilowo utknęła jednak w martwym punkcie.

Ale… To dopiero początek

Dwa lata wcześniej, w Kaliszu przy ulicy Babina, doszło do bardzo podobnej sytuacji. Mieszkała tam jedenastoletnia dziewczynka o imieniu Marysia, która pod koniec października 1968 roku wyszła z domu do pobliskiego sklepu, aby sprzedać butelki. By to zrobić, musiała przejść przez planty, kierowała się również do ulicy Nowotki (obecnie Parczewskiego). Do tego miejsca jednak nie dotarła, a do domu już nie wróciła.

Milicjanci i w tym wypadku założyli, że dziewczynka mogła mieć wypadek. Postanowili wówczas przeszukać rzekę Prosnę, biorąc pod uwagę, że Marysia tam wpadła. Analizowano również bardziej optymistyczną wersję, w której dziewczynkę porwano, a miało być to bardziej prawdopodobne przez panującą w czasach PRL-u legendę o Czarnej Wołdze, z której ludzie mieli porywać dzieci.

Na milicję dotarł anonimowy list, którego nadawcą miała być sama zaginiona: „Podaję do wiadomości, że czuję się dobrze, jestem ubrana i najedzona. Znajduję się u mojej własnej matki, a to nie byli moi ojcowie, tylko mnie wzięli jak byłam mała, bo nie mieli córki i mnie wychowali, byłam adoptowana. Zaznaczam, że nie wrócę do nich, tylko ich odwiedzę, bo jedziemy za granicę. Proszę się nie trudzić i nie szukać mnie. Dziękuję i do widzenia. Pozdrowienia dla mojej przyszłej rodzinki. Trzy razy jechałam przez Warszawę, Kalisz, Zieloną Górę, aż pod czeską granicę. Dziękuję za poszukiwania”.

Grafolog ustalił, że nie było to pismo Marysi, prawdopodobnie nadawcą była jakaś starsza osoba, ale nie udało się ustalić jej tożsamości. W końcu sprawę umorzono, jednak po sytuacji z Krysią zaczęto łączyć wątki. 

„Pedofil, sadysta, zabójca z lubieżności – kaliski wampir”

Milicja wiedziała, że musi działać szybko, gdyż sprawca może polować już na kolejną ofiarę. Wzięła pod lupę mieszkańców budynku, przy którym znaleziono zwłoki oraz sklep monopolowy, do którego dziewczynka szła odnieść butelki – co ciekawe, obecnie w tym samym miejscu aktualnie znajduje się lokal sprzedażowy.

W końcu udało się dotrzeć do pewnego 21-letniego mężczyzny, Samuela, który pochodził z rozbitej rodziny i mieszkał z babcią. Był bardzo  zainteresowany całą sprawą. Trafił do szpitala, skarżąc się na ogromny ból brzucha. Śledczy dotarli do podejrzanego za sprawą fragmentu materiału, który dziewczynka miała zawiązany na szyi. Materiał był identyczny z tym, którego użyła mieszkanka kamienicy do uszycia worka na opał. Milicjanci zaczęli interesować się mężczyzną, okazało się, że miał on już problemy z prawem. Już jako nastolatek przebywał w poprawczaku za kradzieże i drobne przewinienia, a kilka lat wcześniej ukarany został za włamanie oraz ucieczkę z wojska, a od długiego wyroku uratowała go amnestia. Miał narzeczoną, jednak jak wynikało z jego późniejszych zeznań – miał masę kobiet i lubił eksperymentować. Normalne zbliżenia nie dawały mu wystarczającej satysfakcji, szczególnie pociągały go młode dziewczyny ze wsi, czasami widziano go również w towarzystwie prostytutek, z usług  których także korzystał. W piwnicy mieścił się tajemny pokój mężczyzny, który w teorii służyć miał do ćwiczeń muzycznych, jego główne przeznaczenie było jednak zupełnie inne. Sprowadzał tam swoje towarzystwo, umawiał się tam z kobietami, uprawiał seks i pił alkohol. 

Milicja zdecydowała się na przeszukanie mieszkania Samuela. Za starym kaflowym piecem odnaleziono ubrania, na których znajdowały się ślady krwi zamordowanej dziewczynki. Jak na tamte czasy nie był to stuprocentowy dowód, ale stanowiło to ważną dla przebiegu sprawy informację. Jeszcze w czasie, gdy Samuel przebywał w szpitalu, babcia poinformowała go, że interesuje się nim milicja. 

Mężczyzna chciał uciec ze swoją ówczesną narzeczoną, a gdy ta odmówiła, usłyszeć miała następujące słowa: „Żywego mnie nie wezmą,  a jak zwieje to Polska będzie miała takiego zbrodniarza, jakiego do tej pory nie było”. Nie miał pieniędzy ani planów – działał w amoku. Za Samuelem rozesłany został list gończy, a samego sprawcę odnaleziono zaledwie dwa dni później. Samuel na początku nie został zatrzymany za zabójstwo, ponieważ nie dysponowano wówczas wystarczającym materiałem dowodowym, trafił za kraty w wyniku włamania i kradzieży do kasetki w biurach „Runoteksu”, gdzie pracował. 

W tym samym czasie mieszkańcy ulicy Nowotki przypomnieli sobie o pewnych sytuacjach, mających miejsce chwile po zaginięciu pierwszej z dziewczynek.


Samuel Fernbach nie przyznawał się do winy, dopóki w domu jego babki nie odnaleziono fragmentów ubrać Marii i Krystyny. Ostatecznie szczegółowo opisał swoje zbrodnie.



W piwnicy mężczyzna rozebrał jedną ze swoich ofiar, zgwałcił oraz zabił. Tłumaczył, że śmierć była następstwem uderzenia w krtań zewnętrzną częścią dłoni, następnie ciało zapakować miał w worek i w uprzednio przygotowanym dole umieścić ciało i zalać cementem. Po wszystkim zorientował się, że zapomniał zostawić tam buciki, dlatego też dorzucił je do dołu kloacznego. 

Biegli uważają, że Samuel nie mówił całej prawdy. Badając obrażenia na ciele, sugerowali, że sprawca był dużo bardziej brutalny niż jak sam opisywał to podczas przesłuchań.

29 stycznia 1971 r. Samuel Waldemar Fernbach został skazany na karę śmierci oraz dożywotnią utratę praw publicznych. Wystosowany przez niego wniosek o prawo łaski został odrzucony, a 26 lipca tego samego roku został powieszony. Egzekucja miała miejsce w Wojewódzkim Areszcie Śledczym w Poznaniu. Ostatnie słowa mężczyzny brzmiały następująco: „Sytuacja nie pozwala mi o nic innego wnosić, niż o to, co jest powszechnie wiadome”.

Na podstawie podcastu z kanału „Kryminatorium”, fot.: Marcin Myszka

Podoba‚ Ci się materiał? Udostępnij go i komentuj - Twoja opinia jest dla nas bardzo ważna! Chcesz by podobnych materiałów powstawało jeszcze więcej?Wesprzyj nas!

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Informacje zwrotne w treści
Zobacz wszystkie komentarze

Najnowsze