reklama-SWWS
baner_AK
pekao_firmowe_012023_1200x200_

Dlaczego brakuje dziś fachowców?

Każdy, kto się buduje, potrzebuje coś wyremontować, naprawić lub szybko skorzystać z popularnych usług u fryzjera czy kosmetyczki ten wie, że to nie jest taka prosta sprawa. Na rynku pracy brakuje dziś fachowców i pomimo, że ceny za ich pracę stale rosną, to nie bardzo widać szans na poprawę tej sytuacji w krótkim czasie.

Dlaczego tak się dzieje? Przecież z pewnością da się określić przyczynę, wdrożyć jakieś proste rozwiązania i w ten sposób doskonale napędzić koła gospodarki, a jednocześnie ulżyć ludziom w codziennym życiu? 

Niestety nie. Nie da się tego zrobić, ponieważ przyczyna tej sytuacji nie jest jedna i nie powstała wczoraj. Nie da się za pomocą magicznej różdżki z dnia na dzień spowodować otwarcia nowych zakładów rzemieślniczych, firm usługowych czy restauracji i piekarni. A na domiar złego wiele w ostatnim czasie wskazuje, że będzie jeszcze gorzej! Według najnowszych danych biura Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców Adama Abramowicza, w tym roku zamknęło się już ponad 200 tys. firm. Są to głównie firmy małe i mikro, zatrudniające do 9 osób.

Zajmując się pracą na rzecz szkolnictwa zawodowego i przedsiębiorczości od ponad 20 lat i mogę pokusić się o przedstawienie głównych problemów obecnej sytuacji w 6 punktach:

1. Sukcesywne niszczenie znaczenia szkolnictwa zawodowego od 1989 r.

Co prawda w ostatnim czasie (od 2019 r.) w niektórych rejonach kraju (w tym w Kaliszu) daje się zauważyć zmiany w tym zakresie, ale trzeba sobie jasno powiedzieć, że „zawodówki” od czasu transformacji polityczno-gospodarczej nie cieszyły się popularnością i nie były dla uczniów (oraz ich rodziców) szkołami tzw. pozytywnego, pierwszego wyboru. Panuje powszechna opinia, że trafia się tam, gdy ma się problemy w nauce w szkole podstawowej.
Państwo próbowało na różne sposoby zmieniać tę sytuację (np. przez zmianę nazwy na szkoły branżowe), jednak podczas rozmów z dyrektorami szkół wciąż raczej głośniej słychać o potrzebie stabilizacji i większej autonomii, niż ciągłych zmian i restrykcji w systemie edukacji.


Ogromne znaczenie ma tutaj także wysokość wynagrodzenia nauczycieli, która powoduje, że wielu specjalistów rezygnuje z pracy w szkole na rzecz przemysłu i poziom kształcenia wciąż na tym tylko traci. Nie zostało niestety także w pełni wdrożone szumnie zapowiadane kształcenie dualne, które wielu decydentów interpretuje na różny, nie zawsze najlepszy dla ucznia sposób.

2. Emigracja zarobkowa i niż demograficzny.

Jest nas coraz mniej. Wielu specjalistów, nie mogąc się doczekać wyższych wynagrodzeń, wyjechało na zachód. Przez lata 2004 – 2015 szacuje się tę ilość na ponad 2 mln pracowników. Do tego dochodzi stosunkowo niska (w porównaniu do innych krajów) granica wieku emerytalnego oraz fakt, że wciąż rodzi się coraz mniej dzieci. W 2050 r. według najnowszych danych GUS ma być o 4 mln mniej Polaków. Pomimo napływu ludności z ogarniętej wojną Ukrainy, nie udaje się w skuteczny sposób zasypać tej przerwy w dopływie pracowników do naszych firm. Nawet gdyby dało się to wyrównać, to pozostają różnego rodzaju ograniczenia, jak bariera językowa czy przywiązanie do własnej ojczyzny i tymczasowość pobytu, a także różnice kulturowe, których nie da się pominąć.

3. Walka pokoleń.

Aktualnie na rynek pracy wkraczają energicznie przedstawiciele pokolenia Z, czyli osoby urodzone w końcówce lat dziewięćdziesiątych i na początku dwutysięcznych. 

Ich wspólną cechą jest zróżnicowanie i indywidualność. Posiadają własne, specyficzne potrzeby i silną potrzebę ich zaspokojenia w miejscu pracy. Oznacza to, że pracodawcy (a także rodzice) powinni podchodzić do „Zetek” w sposób zupełnie inny niż do tej pory. I tu pojawia się pytanie, czy podchodzą? A także czy zdają sobie z tych różnic sprawę? Cechy charakterystyczne dla tej generacji należy bowiem traktować jedynie jako wskazówkę w nawiązaniu pierwszego kontaktu. Mówi się także, że jest to pierwsze pokolenie, które urodziło się „z telefonem w ręku”. Nie znają świata bez Internetu, gdy tymczasem często przychodzi im współpracować z osobami, które widzą w Internecie całe zło tego świata. Występują więc dramatyczne niezgodności międzypokoleniowe, z którymi zresztą często spotykali się najpierw w domu i w szkole. Mamy więc duże różnice oczekiwań pracowników i pracodawców, ponieważ w jednym miejscu spotykają się diametralnie różne pokolenia, a o tych różnicach dowiadujemy się na własną rękę i po czasie – gdy już napotykamy wynikające z tego problemy. 

Młodzi ludzie coraz częściej nie są także zainteresowani pójściem w ślady swoich rodziców. Otwierają się przed nimi nowe możliwości i ciekawe zawody, które do tej pory nawet nie istniały, a widząc jak poprzednie pokolenia ciężko pracowały, nie zamierzają wiązać się z jedną firmą i wykonywać ten sam zawód całe życie. Wiele firm rodzinnych czy wielopokoleniowych mierzy się z problemem skutecznej sukcesji, ponieważ dziś nowe pokolenia wcale nie garną się do przejmowania firm po rodzicach.

4. Pandemia, nauka on-line i… bezrobocie.

„Obyś żył w ciekawych czasach…”

Z pewnością na to, co przyszło wraz z wybuchem epidemii, nikt do końca nie był przygotowany. A już na pewno nie system edukacji.

Problemów, z jakimi będziemy się mierzyć jeszcze przez lata jest wiele, ale skutki negatywne w przygotowaniu młodych ludzi do wejścia na kolejny etap nauczania, na rynek pracy czy po prostu do życia w społeczeństwie są bezsporne. Plany edukacyjne i zawodowe wielu przedstawicieli pokolenia Z nie doszły do skutku. Młodym ciężko było znaleźć pracę w sektorach, które są najbardziej popularne wśród tej grupy. Zaliczyć można do nich obsługę klienta czy gastronomię, które wyjątkowo ucierpiały w czasie kryzysu. Edukację kontynuowano zdalnie, w związku z czym jakość relacji międzyludzkich „Zetek” uległa pogorszeniu. Duża część osób z tego pokolenia została dotknięta bezrobociem, a zdobywanie doświadczenia było niemożliwe. Nie pomaga w tym dość niemrawo wprowadzany system doradztwa zawodowego w szkołach podstawowych, w którym indywidualna praca z przyszłym absolwentem oraz śledzenie jego losów są wciąż niewystarczające.

Spora grupa jednak poradziła sobie z tym wyzwaniem, nabywając kompetencje na warsztatach czy bezpłatnych szkoleniach prowadzonych online. Jest to zatem dobra informacja dla firm – „Zetki” potrafią poradzić sobie w obliczu niepewnej sytuacji. Niestety zdarza się też dość często, że młodzi ludzie potrzebują od pracodawcy dodatkowego zaangażowania i wsparcia, np. psychologicznego lub w zakresie nabywania kompetencji miękkich. Przyczynia się do tego również obniżenie wieku, w którym aktualnie młodzież musi podjąć decyzje co do wyboru dalszej drogi zawodowej. W znacznym stopniu sprawdza się może tutaj doskonale budowanie autorytetu pracodawcy w realizowanym w wielu szkołach rzemieślniczym systemie nauki zawodu poprzez bliskie relacje Mistrz – Uczeń. Niestety według ostatnich danych z 2021 r. tę drogę wybiera tylko kilkanaście procent uczniów z ponad 200 tys., które uczęszczają do wszystkich szkół branżowych w Polsce.

5. Zmiany przepisów.

Jedną z najbardziej pożądanych rzeczy w prowadzeniu działalności gospodarczej jest stabilizacja i prostota przepisów. Niestety w tym zakresie również mamy wiele do zrobienia. Często przedsiębiorca, zamiast skupiać się na swoim biznesie, zgłębia meandry prawa, analizuje (zmienione tylko w tym roku już dwukrotnie) obowiązki fiskalne, czy też przepisy ochrony środowiska lub BHP. Nawet jeśli odpowiednio dobrze tę wiedzę opanuje, to wciąż musi pamiętać o grożących kontrolach (okresowych lub „na wezwanie”) rozmaitych urzędów czy służb, przed którymi odpowiada zazwyczaj całym swoim majątkiem. W mojej ocenie istnieje w naszym kraju głęboki rozdźwięk pomiędzy politykami (i to w zasadzie każdej opcji) a przedsiębiorcami prowadzącymi nieduże firmy. Statystyki i badania wyraźnie pokazują, że to właśnie małe i średnie przedsiębiorstwa są siłą napędową gospodarki potrafiąc się najlepiej dostosować do zmieniających się realiów i zabezpieczając najlepiej potrzeby mieszkańców na lokalnym rynku, a tymczasem to właśnie oni są narażeni najbardziej na restrykcje. Być może bierze się to z faktu, że tak mało polityków kiedykolwiek prowadziło własną firmę?

6. Kryzys gospodarczy i niepewna przyszłość.

Ryzyko jest wpisane w biznes każdego rodzaju – i to od zawsze. Ostatnie 2 lata pokazały jednak, że planowanie rozwoju jest teraz wyjątkowo trudne, a duże inwestycje czy otwieranie nowych firm mają miejsce rzadziej. Relatywnie często podejmowane są decyzje o „pójściu na etat”, co skutkować będzie spowolnieniem gospodarki. Są o tym przekonani w zasadzie wszyscy analitycy. Pytanie tylko, jak bardzo i na jak długo? Wyraźnie przedsiębiorcom brak optymizmu, a aktualnie wkraczającym na drogę zawodową młodym ludziom motywacji. 

Przedsiębiorcy próbują ograniczyć te ryzyka, jednocząc się przy różnego rodzaju instytucjach otoczenia biznesu (tzw. IOB-ach). Są to izby gospodarcze, cechy, kluby przedsiębiorczości, inkubatory, klastry i tym podobne, które umożliwiają reprezentowanie grup przedsiębiorców przed władzą rządową lub samorządową czy innymi instytucjami, a także informują, doradzają i szkolą, tak aby prowadzenie biznesu było jak najbardziej bezstresowe i przewidywalne oraz efektywne.

Kalisz pod tym względem prezentuje się całkiem nieźle. Swoją siedzibę ma tu Regionalna Izba Gospodarcza, dwa duże Cechy Rzemiosł oraz Izba Rzemieślnicza, Inkubator Przedsiębiorczości, Ochotnicze Hufce Pracy, Centrum Wsparcia Rzemiosła Kształcenia Dualnego i Zawodowego, Stowarzyszenie Aglomeracja Kalisko-Ostrowska, Klastry: spożywczy i lotniczy (a z pewnością coś jeszcze pominąłem). Działają tu nieprzerwanie już od wielu lat (jedna z najmłodszych instytucji: Centrum Wsparcia Rzemiosła Kształcenia Dualnego i Zawodowego obchodziła szumnie 5. urodziny), więc nie powstały z przypadku i nie grozi im zniknięcie po zrealizowaniu jednego czy dwóch projektów, jak to się zdarzało w historii. Co więcej – te organizacje współpracują często ze sobą, czego dowodem są podpisane porozumienia i listy intencyjne, a także wspólne realizowanie wielu działań, które w pojedynkę byłyby niemożliwe. Kaliskie IOB-y stanowią więc wyraźny i trwały element systemu wspierania przedsiębiorczości i zwiększania jej innowacyjności, a w efekcie rozwoju dostępnej lokalnie dla mieszkańców bazy towarów i usług. Mogą również stanowić realny pomost pomiędzy samorządem i światem biznesu małego, dużego i nawet całkiem sprawnie to robią, organizując różnego rodzaju fora gospodarcze, konferencje czy targi, których po pandemii pojawia się w naszym mieście całkiem sporo. Jednak w mojej ocenie wciąż spotyka się to z małym zrozumieniem i zainteresowaniem władz lokalnych, które z pewnością mogłyby mocniej wspierać przedsiębiorców, obejmując patronat czy podejmując współpracę przy tego typu wydarzeniach. Kluczem do rozwoju lokalnych społeczności jest bowiem współpraca różnego rodzaju instytucji, od władz poczynając przez biznes, edukację i na tzw. III sektorze (czyli fundacjach i stowarzyszeniach pozarządowych) kończąc.

Fot.: pixabay

Podoba‚ Ci się materiał? Udostępnij go i komentuj - Twoja opinia jest dla nas bardzo ważna! Chcesz by podobnych materiałów powstawało jeszcze więcej?Wesprzyj nas!

Subskrybuj
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Starsze
Najnowsze Najczęściej oceniane
Informacje zwrotne w treści
Zobacz wszystkie komentarze
Damian

To chyba nie jest tak, że brakuje fachowców, w sensie ludzi z zawodem po szkole branżowej. Pracowników brakuje wszędzie – i policjantów i pielęgniarek i księży i w każdym innym korpo, prawda?

Maciej

To prawda. Dla przykładu rocznie potrzeba 10 tys pielęgniarek a wszystkie szkoły w tym zawodzie kończy tylko 5 tys. Po prostu młodzi ludzie nie widzą sensu kształcenia w konkretnym zawodzie albo nie wiedzą jaki wybrać. Idąc do szkoły w wieku 6 lat to gdy trzeba podjąć decyzję mają 14 lat i nie wiedzą jeszcze co będą w życiu robić…

Najnowsze