Baner AWS
Stokado
baner_FBAnt
baner_GM

Jak stać się mistrzem snookera w zaledwie cztery miesiące?

Witold Bystrzycki to snookerzysta z Kalisza, który przygodę z tym sportem zaczął mając 9 lat. Zaledwie po czterech miesiącach gry zdobył brązowy medal w Mistrzostwach Polski, a aktualnie jest członkiem Kadry Narodowej Juniorów i trenuje pod okiem multimedalisty – Mateusza Baranowskiego. Jakie plany na przyszłość ma ten obiecujący sportowiec i czy snooker w Polsce ma sens? Tego wszystkiego i wiele więcej dowiecie się z naszej rozmowy.

Wiktoria Pliszek: Kiedy zaczęła się Twoja przygoda ze snookerem? To Twój tata zraził Cię tym sportem?

Witold Bystrzycki: Wszystko zaczęło się w 2019 roku, kiedy miałem dziewięć lat i tak, zgadza się – mój tata był pierwszym, który mnie do tego zachęcił.

Trenowanie przyszło Ci zupełnie naturalnie, czy raczej to właśnie tata starał tchnąć w Ciebie ducha tego sportu?

Początkowo to tata namawiał mnie do gry. Pewnego razu przyszliśmy do klubu „Amnezja”, żeby zagrać i bardzo mi się tam spodobało. Dodatkowo okazało się, że właścicielem wspomnianego klubu jest Kazimierz Olejniczak – mój pierwszy trener.

Wciąż trenujesz pod jego skrzydłami?

Nie, był on moim trenerem przez pierwsze dwa lata. Aktualnie jestem członkiem Kadry Narodowej Juniorów i trenuję pod okiem Mateusza Baranowskiego. Mateusz jest bardzo doświadczonym zawodnikiem, a od niedawna też trenerem. Zdobył wiele medali i jest też multimedalistą Polski. Można powiedzieć, że tyle, ile ma lat, to tyle zdobył medali mistrzostw Polski. Zdobył również parę mistrzostw Europy.

Wspomnę również, że niedawno brał udział w Mistrzostwach Świata, które odbywały się w Katarze. Wraz z Tomkiem Skalskim zajęli trzecie miejsce w turnieju drużynowym.

To bardzo imponujące osiągnięcia. Śmiało można powiedzieć, że masz od kogo czerpać inspiracje. Wspomniałeś, że grasz już parę lat. Czy był jakiś przełomowy moment, w którym zrozumiałeś, że to jest zajęcie, któremu chciałbyś poświęcić więcej czasu i zaangażowania?

Wydaje mi się, że takiego momentu nie było – po prostu przyszło to całkowicie naturalnie. Sądzę też, że w jakimś stopniu miał na to wpływ nowy trener, choć nie odczułem tego specjalnie.

Podczas zawodów pod koniec października zostałeś okrzyknięty brązowym medalistą Mistrzostw Polski do lat 16, czego serdecznie Ci gratuluję. Na swoim koncie masz już jednak inne medale. Czy któryś z nich jest dla Ciebie szczególnie wyjątkowo ważny? A może któreś z zawodów zapadły Ci w pamięć?

Bardzo miło wspominam moje pierwsze Mistrzostwa Polski, w których brałem udział w 2019 roku. Startowałem w kategorii U12 i U16. Mimo, że grałem wtedy tylko cztery miesiące, to udało mi się zdobyć 3. miejsce.

Czy istnieje jakiś zawodnik, którego styl gry podziwiasz lub też jest dla Ciebie inspiracją?

Ze świata zawodowego jest nim bez wątpienia Mark Selby. Aktualnie, jeśli dobrze pamiętam, znajduje się w „Top 10” graczy na świecie.

Często śledzisz zmagania „topowych” zawodników?

Tak, staram się nie tylko grać, ale też śledzić ten świat na bieżąco, ponieważ bywa to pomocne w rozgrywce. Uważam, że można się wiele nauczyć również poprzez oglądanie i analizowanie.

Stresujesz się podczas takich zawodów, czy raczej przychodzi Ci to z łatwością?

Raczej niespecjalnie się tym stresuję – stawiam przede wszystkim na pełne skupienie.

Myślę w takim razie, że wiele osób mogłoby Ci tego pozazdrościć.

Zawsze odczuwa się pewnego rodzaju presję – to nieuniknione, jednak stając do gry trzeba mieć nerwy na wodzy i analizować każde rozegranie, gdyż nawet najmniejsze rzeczy mają tutaj znaczenie. Niekiedy wystarczy jedna pomyłka, a przeciwnik wbija tyle punktów, że można nie podejść wtedy już do stołu. W innych grach, zespołowych czy indywidualnych, można w jakiś sposób reagować – przy każdym punkcie można zrobić coś nowego, żeby jednak wygrać mecz. Tutaj jedna pomyłka sprawia, że odchodzi się od stołu i czeka aż przeciwnik wygra tą daną rozgrywkę czy Frame.

Czyli w praktyce może zdarzyć się, że wyjedziesz na drugi koniec świata, a o Twojej grze może zadecydować zaledwie parę minut?

Są takie zawody, gdzie nie ma rozgrywek grupowych i dokładnie tak może się to potoczyć.

Bierzesz udział w takich zawodach?

Obecnie nie osiągnąłem jeszcze takiego poziomu. Gdy uczestniczę w turniejach, to zazwyczaj zaczyna się od rozgrywek grupowych, a następnie przechodzi się do „pucharówki”, jednak są również turnieje, takie jak te z systemem 1KO – np. Q Tour, gdzie celem jest awansowanie do profesjonalnego snookera. Chciałbym zaznaczyć udany występ naszego rodaka – Antoniego Kowalskiego, który niedawno zwyciężył w Q Tour i zajmuje obecnie drugie miejsce w rankingu. Istnieje więc duże prawdopodobieństwo, że zdobędzie miejsce w tzw. Main Tour. To byłoby istotne osiągnięcie, ponieważ obecnie żaden Polak nie jest jego uczestnikiem.

Planujesz zatem dostać się do tego elitarnego grona w przyszłości?

Tak, traktuję to bardzo poważnie.

A jak oceniasz Polskę w kontekście popularności snookera w porównaniu z innymi krajami na świecie? Czy jesteśmy niszą?

Tak, zdecydowanie. W porównaniu chociażby z Chinami, gdzie bardzo wiele osób gra w snookera, w Polsce liczba ta jest znacznie mniejsza. Można powiedzieć, że gdybyśmy wszystkich snookerzystów w Polsce zgrupowali, to byłoby ich może 300, podczas gdy w Chinach liczba ta sięga milionów. Jeśli spojrzymy na Main Tour, gdzie uczestniczy 128 zawodników, około połowa z nich to Chińczycy. Reszta to głównie gracze z Wielkiej Brytanii, stanowiący około 30% ogółu.

Czy grę w snookera można traktować jako zawód? Słyszałam o bardzo wysokich kwotach, jednak podejrzewam, że dotyczą one jedynie najlepszych zawodników.

Tak, to prawda. W gronie zawodowców snookera kwoty są już naprawdę znaczne. Za samą wygraną w jednym z kwalifikacyjnych meczów można otrzymać nawet 500 funtów. Wspomniany Antek Kowalski, który brał udział w Q tourze, składającym się z siedmiu turniejów w ciągu roku, mówił, że za zwycięstwo w takim turnieju można dostać około 3 tysięcy funtów. Natomiast za zdobycie tytułu Mistrza Świata nagroda wynosi około 500 tysięcy funtów. Oczywiście są to duże sumy, ale trzeba dostać się do tego elitarnego grona 128 najlepszych zawodników na świecie, żeby rzeczywiście móc na tym zarabiać. Wtedy można traktować to jako zawód, ale do tego momentu snooker jest raczej mało opłacalny.

Czy zauważyłeś tendencję, że w Polsce snooker staje się bardziej popularny z perspektywy profesjonalnej, a nie tylko jako forma rozrywki ze znajomymi?

Snooker zyskuje popularność w Polsce, zwłaszcza jeśli chodzi o oglądanie meczów na kanałach sportowych. Jeśli zaś chodzi o samą grę, to nie widzę zauważalnego wzrostu. Ostatnio pojawił się nowy klub w Poznaniu z pięcioma stołami do snookera, a wkrótce otwarty zostanie także klub w Zielonej Górze z jeszcze większą liczbą stołów. Widać, że coś się rusza, powstają akademie i szkółki dla dzieci, ale to proces stopniowy.

Podejrzewam, że dla osób spoza środowiska snookerowego ta dyscyplina może być czymś mało zauważalnym. Staracie się w jakiś sposób zachęcać nowe osoby?

Rzeczywiście, do niedawna trenowaliśmy w Kaliszu w klubie Amnezja na Podmiejskiej – w starym miejscu. Teraz przenieśliśmy się na ulicę Młynarską, gdzie funkcjonujemy jako klub sportowy Amnezja Kalisz. Na ten moment mamy około 25 stałych członków. Choć większość z nich to osoby w wieku 30-50 lat, zaczynamy działać w kierunku otwierania szkółki dla dzieci i organizowania turniejów ogólnopolskich. W tej chwili posiadamy 4 stoły do snookera, a naszym celem jest zachęcanie dzieci i młodzieży do udziału w tej dyscyplinie.

Jak oceniacie swoje dotychczasowe osiągnięcia?

W Kaliszu snooker praktykowany jest od około 25 lat, a klub Amnezja Kalisz odnosi pewne sukcesy. Mamy też zaszczyt współpracować z Kazimierzem Olejniczakiem, pierwszym trenerem i sędzią snookera, który ma na swoim koncie wiele międzynarodowych wydarzeń – w tym Mistrzostwa Europy i Świata.

Czy macie plan, aby jeszcze bardziej zachęcić młodzież do próbowania swoich sił w snookerze?

Mamy w planach zorganizować dzień ze snookerem dla dzieci z wyznaczonym trenerem. Chcemy aktywnie promować nasz klub, zwłaszcza po przeniesieniu się do nowego miejsca. Wkrótce będziemy ogłaszać takie inicjatywy.

Wracając do tematu popularności – czy w Polsce istnieje miasto, które można określić jako stolicę snookera?

Zdecydowanie jest to Warszawa.

Wynika to z jej wielkości czy stoi za tym coś więcej?

Jest to duże miasto, skupiające najwięcej osób i klubów snookerowych. Obecnie w Warszawie istnieją co najmniej cztery kluby snookerowe, a także wiele klubów bilardowych. Inne miasta, takie jak Poznań, Lwówek, czy Lublin również mają swoje kluby, ale Warszawa wyróżnia się pod względem liczby i zróżnicowania miejsc do uprawiania tej dyscypliny.

Czyli chodzi głównie o kwestię liczby klubów i ich dostępności?

Duże miasto – dużo chętnych. Warszawa ma zdecydowanie więcej miejsc do gry niż inne miasta, choć w Lublinie, gdzie mieści się siedziba Polskiego Związku Snookera, również odbywa się wiele turniejów na szczeblu krajowym.

Myślisz, że Kalisz miałby szansę stać się ośrodkiem snookera w Polsce?

Myślę, że szanse są ograniczone, biorąc pod uwagę liczbę klubów i ogólną popularność snookera. Jednak będziemy się starać, organizując treningi i promując nasz klub. Może to przyczyni się do zwiększenia zainteresowania snookerem w Kaliszu, choć zdajemy sobie sprawę, że to swego rodzaju wyzwanie.

Jak często trenujesz i na czym ten trening polega?

Trenuję raczej codziennie – przeważnie przez 2-3 godziny, a czasami nawet dłużej. Najintensywniej trenuję podczas zgrupowań, gdzie trwa to nawet 5-6 godzin. Najważniejszym elementem treningu jest rozgrywka, zazwyczaj połączona z pracą nad techniką. Ćwiczę różne układy odstawne, zagrania, a także pracuję nad techniką i pamięcią mięśniową.

Nie czujesz, że poświęcasz na to zbyt wiele czasu?

Nie, to dla mnie przyjemność.

Wracając do klubu, jeśli ktoś zdecyduje się na przygodę ze snookerem w Waszym klubie, to czy masz wrażenie, że klub da takiej osobie realne szanse na rozwój?

Tak, na pewno klub daje szanse na nauczenie się podstaw i rozpoczęcie przygody ze snookerem. W ciągu pierwszych dwóch lat można zdobyć podstawowe umiejętności i technikę. Jednak aby osiągnąć wyższy poziom, trzeba grać z coraz lepszymi zawodnikami, co może być trudne, zwłaszcza w Kaliszu, gdzie brakuje takich rywali. Dlatego często uczestniczymy w turniejach poza miastem, aby rywalizować z lepszymi graczami.

Czy wobec tego Kalisz ma szansę stać się ośrodkiem snookera w Polsce? Czy Wasz klub może przyczynić się do zwiększenia popularności tej dyscypliny w mieście?

Są pewne szanse, ale wymagałoby to zwiększenia częstotliwości treningów, aby umożliwić bardziej zaawansowanym graczom rozwijanie się. Obecnie nasze treningi raz w tygodniu są wystarczające dla początkujących, ale dla ambitniejszych zawodników potrzebujemy większej intensywności.

Jeśli chodzi o finanse – czy z Twojej perspektywy jest to drogi sport, gdyby ktoś chciał osiągnąć satysfakcjonujący poziom?

Snooker może być kosztowny, zwłaszcza jeśli chodzi o wyjazdy na turnieje. Noclegi, dojazdy i opłaty startowe mogą się szybko skumulować. Jest to utrudnienie, zwłaszcza jeśli ktoś chce się rozwijać i konkurować na wyższym poziomie.

Planujesz w przyszłości przenieść się do innego miasta, aby kontynuować swoje szkolenie i rywalizować na wyższym poziomie?

Tak, kiedyś chciałbym się przeprowadzić, przede wszystkim w okolice Warszawy, ponieważ to tam skupia się większość klubów snookerowych. Chciałbym także rozważyć szkolenie na wyspach brytyjskich, gdzie snooker jest najbardziej rozwinięty.

Dlaczego akurat tam, a nie na przykład w Chinach?

Wydaje mi się, że w Anglii snooker jest bardziej rozwinięty i właśnie tam trenują najlepsi. Chiny również mają znakomitych graczy, ale uważam, że w Anglii są świetne warunki do rozwoju w tej dyscyplinie.

Czy rozważasz może udział w międzynarodowych obozach treningowych lub wyjazdach do bardziej rozwiniętych w tej dyscyplinie krajów, w celu szkolenia się pod okiem doświadczonych zawodników?

To byłoby świetne doświadczenie, ale obecnie w Polsce brakuje tego rodzaju organizacji. Większość zawodników trenuje indywidualnie i opłaca swoje wyjazdy na własny koszt.

Odejdźmy teraz od tematyki sportowej. Co lubisz robić w czasie wolnym?

Jesienią i zimą lubię pograć na gitarze, obejrzeć coś, albo bawić się z młodszą siostrą. Latem i wiosną wychodzę na dwór, gram w piłkę czy jeżdżę na rowerze.

Co do gry na gitarze – uczysz się samodzielnie, czy zdobywasz umiejętności gdzieś indziej?

Aktualnie uczę się samodzielnie, ale kiedyś miałem nauczyciela.

Czy planujesz rozwijać tę pasję dalej, czy raczej zostawisz ją dla siebie?

Zważywszy na to, że mój nauczyciel wyjechał do Wrocławia i utraciłem z nim kontakt, to raczej nie czuję motywacji, by kontynuować. Ale kto wie – być może w przyszłości chciałbym dołączyć do zespołu lub stworzyć coś podobnego. Na razie jednak to bardziej hobby.

Trzymam kciuki, może jeszcze znajdziesz nauczyciela, który pobudzi Twoją motywację. Nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć Ci powodzenia i trzymać kciuki podczas najbliższych turniejów. Dzięki!

Dziękuję bardzo!

Podoba‚ Ci się materiał? Udostępnij go i komentuj - Twoja opinia jest dla nas bardzo ważna! Chcesz by podobnych materiałów powstawało jeszcze więcej?Wesprzyj nas!

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Informacje zwrotne w treści
Zobacz wszystkie komentarze

Najnowsze