baner_AK
reklama-SWWS

Kaliscy członkowie KO o zmianach względem mediów – „To bandyterka i pogwałcenie demokracji”

Dla jednych nowelizacja ustawy medialnej, a dla innych ustawa „anty-TVN”. Sejm przyjął w środę proponowane zmiany, które były szeroko komentowane od dawna. W wielu miejscach w Polsce – w tym w naszym mieście – odbywały się protesty przeciwników ustawy. Przeciwni byli i są również kaliscy działacze Koalicji Obywatelskiej, którzy postanowili lokalnie zabrać głos w sprawie oraz wezwać do wspólnego, samorządowego apelu w obronie mediów.

Sprawa kontrowersyjnej ustawy budziła ogromne emocje od samego początku, a w mediach była tematem „numer jeden” od dłuższego czasu. Bez burzliwych zajść nie obyło się również na posiedzeniu Sejmu w środę, kiedy mieliśmy poznać finał sprawy. Całość sytuacji podgrzał dodatkowo podział wśród Zjednoczonej Prawicy i dymisja wicepremiera Jarosława Gowina. Taki stan rzeczy komplikował stabilną większość dla rządzących do przegłosowania ustawy, ale tę ostatecznie udało się uzyskać. Za ustawą głosowało 228 posłów, 216 było przeciw, a 10 wstrzymało się od głosu. Poza posłami z klubu PiS po tej samej stronie opowiedzieli się także posłowie Kukiz’15 – Paweł Kukiz, Jarosław Sachajko i Stanisław Żuk oraz dwóch posłów niezależnych – Zbigniew Ajchler i Łukasz Mejza. Według strony rządzącej nowelizacja ma wpływać na korzyść dla Polski i usunąć lukę prawną – po zmianach koncesję na rozpowszechnianie programów otrzymywałyby tylko podmioty z siedzibą w państwie Europejskiego Obszaru Gospodarczego, które nie są zależne od wpływów spoza EOG. Opozycja argumentację strony rządzącej uważa za zasłonę, pod którą kryje się chęć uzależnienia mediów od PiS, a docelowo atak nie tylko w TVN, ale i inne stacje telewizyjne czy radiowe. W mediach szerokim echem odbiło się również poparcie zmian przez Pawła Kukiza, któremu część środowisk zarzuca „sprzedanie się”. Sam Kukiz odniósł się do sprawy tłumacząc, że pomysł repolonizacji mediów był wpisany w jego program wyborczy, więc korzystając z okazji realizuje on wspomniany program, nawet jeśli wie, że jest to również z korzyścią dla partii rządzącej.

Wśród posłów przeciwnych zmianom był Mariusz Witczak, który tłumaczy, że ustawa jest zamachem na wolność i wolne media, a także kolejnym ruchem mającym na celu utrzymanie Prawa i Sprawiedliwości u władzy. Dodatkowo Witczak dodaje, że skupianie uwagi na Pawle Kukizie to błąd, bo takich pojedynczych „Kukizów” jest wielu więcej i jego zdaniem każdy z nich za aktualny stan rzeczy ponosi odpowiedzialność indywidualnie, a nie np. jako uogólniony klub czy dane środowisko.

Sprawa dotyczy wolności słowa i wolności mediów. Zamach na wolne media i wolność słowa przeprowadzony przez PiS jest jedną z najbardziej szkodliwych ustaw i najbardziej szkodliwych działań, które dotykają Polskę przez ostatnie 30 lat. Prawda jest taka, że odzyskując demokrację w 89′ roku, wchodząc do NATO i do Unii Europejskiej, nikt z Polek i Polaków nie wpadłby na to, że przyjdzie taka wybrana demokratycznie władza, która będzie chciała zrobić z Polski państwo autorytarne, propagandowe i takie, któremu władza będzie dyktowała swój jedynie słuszny przekaz. Stanowisko i głosowanie PiS-u nie ma charakteru anonimowego. To z imienia i nazwiska parlamentarzyści PiS-u i to również osoby z naszego okręgu: poseł Dziedziczak, poseł Mosiński, posłanka Maląg, poseł Kaleta. Te osoby są odpowiedzialne za to, że w Polsce ma obowiązywać jedynie słuszna, propagandowa forma informowania Polaków, realizowana przez media publiczne lub przez media, które będą tej władzy podporządkowane. Nie ma na to naszej zgody. Tego typu ustawa jest dopiero początkiem podporządkowywania sobie wszystkich dziennikarzy i mediów w całej Polsce. Skupowanie mediów przez spółki Skarbu Państwa jest już dzisiaj faktem. Wpisano to w krajobraz odbierania mediom niezależności.

Mariusz Witczak

Przedstawiciele opozycji dziękowali uczestnikom ostatnich protestów (również w Kaliszu) za udział w nich, a także podkreślali, że gdyby nie – ich zdaniem bezprawna – reasumpcja, to niewiele brakowało, by „obronić demokrację i przeciwstawić się przesuwaniu Polski na wschód”. Do samego powtórzenia głosowania odniósł się były prezydent Kalisza, a obecnie senator KO – Janusz Pęcherz, który stwierdził, że o ile taki zabieg jest ujęty w regulaminie Sejmu czy miejskiej rady, to z czasów jego zarządzania miastem takie sytuacje nie miały miejsca, nawet jeśli ktoś „omyłkowo” zagłosował. Według opozycji taki proceder i narracja, to „pogwałcenie demokracji i bandyterka polityczna”.

Czy jest możliwe w Senacie coś, co zdarzyło się w Sejmie, czyli reasumpcja głosowania? Mieliśmy wiele sytuacji, gdzie marszałek mógł zarządzić reasumpcję. Głosowaliśmy czasem zdalnie, gdzie senatorowie dzwonili i mówili, że głosowali, ale ich głosu tam nie ma. Zdarzyły się 2-3 głosowania, gdzie przeważał jeden głos lub było 50% na 50% i dana ustawa nie przeszła. Marszałek nigdy nie zarządził reasumpcji głosowania w takich sprawach dlatego, że uważa, że do takiego działania musi być naprawdę istotny powód. Przez 12 lat byłem też prezydentem miasta i mieliśmy „N” uchwał na sesjach rady i nie było reasumpcji głosowania. W ogóle coś takiego nie przychodziło nam do głowy – że można coś takiego zrobić. Pamiętamy, że mieliśmy np. problemy pokroju chorób radnych, gdzie byli oni w kiepskiej formie. Mogli się wtedy pomylić i czasami się mylili. Nie zarządzaliśmy wtedy reasumpcji. To, co się stało to wynik głosowania. Nawet gdy ktoś „nacisnął” inaczej, to nie poprawialiśmy tego. To jest jedna z większych wolności, które pozwalają w demokratycznym państwie prawa funkcjonować na tej zasadzie, że mamy głos i on się liczy, ale jeśli go oddamy to już tak zostaje. Reasumpcja w wypadkach szczególnych oczywiście jest dopuszczalna – o tym mówi regulamin Sejmu czy rady. Korzystanie jednak z tego w sposób dowolny jest absolutnie nieuprawnione. To, co się teraz dzieje na oczach całego kraju, to jest nieprawdopodobna sytuacja. Musimy walczyć o dostęp do informacji i ta walka nie jest walką posłów czy senatorów, ale całego narodu – o wolne media. Tak jak kiedyś mówiono, że „nie ma wolności bez Solidarności”, tak teraz nie ma jej bez wolnych mediów.

Janusz Pęcherz

Lokalni przedstawiciele opozycji mają w planach wspomniany wspólny apel kaliskiego samorządu do władz. Liczą przy tym na współpracę z prezydentem Kinastowskim, a także radnymi, z którymi bezpośrednio współpracuje. Czy taki apel jest w ogóle możliwy do wystosowania? Członkowie opozycji tłumaczą, że skoro rada reprezentuje głos obywateli, mieszkańców Kalisza, to nic nie stoi na przeszkodzie by taki apel stworzyć, mimo że radni nie zajmują się bezpośrednio ustalaniem zasad funkcjonowania mediów w kraju.

Jako radni Koalicji Obywatelskiej będziemy przygotowywać na najbliższą sesję apel. Ma on dotyczyć całej Rady Miasta Kalisza i być skierowany w sprawie wolnych mediów, wolności słowa. Chcemy, aby prezydent Kinastowski do najbliższej sesji przygotował radnych, z którymi współpracuje (głównie PiS-u), aby wspólnie i jednym głosem ten apel przyjąć oraz by nasz kaliski samorząd także wyraził jasny sprzeciw wobec praktykom, które urządza nam obecna władza, starająca się być kompletnie bez nadzoru.

Sławomir Chrzanowski

Ostatecznie we wszystkich kwestiach w sprawie mediów zadecyduje arytmetyka i choć co do tej w Senacie opozycja jest pewna większości, to o tę sejmową może być trudno. Równie ciężko będzie prawdopodobnie ze wspólnym podpisaniem się pod apelem proponowanym przez radnych KO – wystarczy choćby przypomnieć próby wypracowania wspólnego stanowiska w temacie funduszy unijnych dla Wielkopolski, gdzie porozumienia ostatecznie nie udało się wypracować.




Podoba‚ Ci się materiał? Udostępnij go i komentuj - Twoja opinia jest dla nas bardzo ważna! Chcesz by podobnych materiałów powstawało jeszcze więcej?Wesprzyj nas!

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Informacje zwrotne w treści
Zobacz wszystkie komentarze

Najnowsze