reklama-SWWS
baner_AK
pekao_firmowe_012023_1200x200_

Kalisz kontra Kaliniec. Jakie miejsca w mieście są opisane w „Nocach i Dniach”?

Park miejski, rzeka Babinka, katedra św. Mikołaja czy liczne sklepy. Maria Dąbrowska w „Nocach i Dniach” opisała wiele punktów, które autentycznie mieściły się w Kaliszu. Część z nich można zobaczyć do dzisiaj. Co to są dokładnie za miejsca i gdzie się znajdują?

Jednym z ważniejszych miejsc w powieści jest Kaliniec. Pod tą nazwą skrywa się Kalisz, drugie pod względem wielkości miasto w województwie wielkopolskim, ale na początku XX wieku liczyło jedynie około 20 tysięcy mieszkańców. Jak podaje Polanowski, już wtedy od lat było ono wielokulturową siedzibą i tak katolicy stanowili około połowę ludności, Żydzi prawie 40 proc., protestantów było 2,5 tysiąca, a prawosławnych około 200 osób[1]. Ta niejednorodność wyznaniowa odnajduje też swoje odzwierciedlenie w powieści. Podczas wjazdu na Dziadowe Przedmieście Niechcicowie mijają stojącą pośrodku placu cerkiew, na pensji Agnieszki uczennice w dni świąteczne udają się do dwóch kościołów: protestantki z panną Bertą do ewangelickiego, a katoliczki do Franciszkanów, gdzie proboszczem był prefekt szkoły. Co więcej, wielokrotnie główni bohaterowie spotykają się na kartach powieści z żydowską częścią społeczeństwa.

Kalisz był prężnie rozwijającym się punktem na mapie, w którym funkcjonowało wiele sklepów, działały różne stowarzyszenia czy placówki oświatowe i kulturalne. Według informacji zawartych w „Gazecie Kaliskiej” we wrześniu 1901 roku było czynne w mieście: sześć fabryk koronek, trzy fabryki fortepianów, cztery drukarnie, dwie odlewnie, cztery garbarnie, po dwie fabryki pończoch, rękawiczek, narzędzi rolniczych, asfaltu, posadzek, fabryka sukna, tasiemek, zabawek, parowa, browar parowy i jeszcze wiele innych pomniejszych zakładów o charakterze drobnowarsztatowym[2]. Jeden z takich obiektów zostaje przykładowo wspomniany w tekście:

Z prawej strony podwórza, na którym się znaleźli, kołatały i chrzęściły luźnymi odgłosami warsztaty małej żydowskiej fabryki haftów. Przez środek podwórza płynęły z szumem przez rynsztok wylane gdzieś na piętrze brudy[3]

W powieści każda wyprawa do miasta była związana ze zrealizowaniem jakiś konkretnych celów, to tutaj bowiem właśnie Niechcicowie robili zakupy, załatwiali sprawy, a także ich dzieci pobierały naukę w szkołach. Początkowo wizyty w Kalińcu były krótkie, odhaczano kolejne zadania z listy i wracano do dworku do obowiązków. Sytuacja zmienia się, dopiero gdy Agnieszka i jej rodzeństwo zaczyna się uczyć w mieście. Na jakiś czas przeprowadza się tam także Barbara, wtedy różnego rodzaju opisy dotyczące przestrzeni miejskiej stają się częstsze. Co więcej, Kalisz, w przeciwieństwie do Russowa, jest precyzyjniej portretowany. Fragmenty te można podzielić na kilka kategorii. Pierwszą z nich jest ogólna i bardziej przekrojowa charakterystyka. Da się to zauważyć podczas sceny jednego z przyjazdów Niechcicowej. Pierwsze, co ukazuje się na horyzoncie, jest Podgórze, czyli jedna z dzielnic:

Za oknem karety, na bladym odrapanym nieużytku chodziły, potakując sobie brodatą głową, kozy, a dalej stały jedne przy drugim czarne podmiejskie wiatraki. Śmigi obracały się nadzwyczaj powoli, prawie niedostrzegalnie, ale pani Barbara zauważyła ten ruch. […] wkrótce minęli cegielnię. Przez rozkopany żółty wądół pełzły furmanki, wygięte pośrodku od szczelnie poukładanych cegieł. Osypani ceglastym proszkiem ludzkie przenosili cebry z glina przez rude huśtające się kładki. Cienki żelazny komin wytaczał ze siebie co pewien czas biały kłak pary. […] Dom hycla stał na skraju pastwisk miejskich, na zupełnym wydmuchu. Dokoła suszyły się na żerdziach końskie skóry. Minąwszy hycla, wiatraki i cegielnię, wyjechano między bure domki przedmieścia, pootaczane zapuszczonymi ogrodami. W szarych parkanach były powycinane okna, w których siedzieli sadowi nad mizernym dość owocem. Melodyjny turkot karety zamienił się na bruku w ogłuszający łoskot, który przycichł na mieście. Patrząc w rozległą ulicę, biegnącą brzegiem rzeki, pani Barbara znów stwierdziła – Już Dziadowe Przedmieście. Wtoczyli się na plac, mający cerkiew pośrodku[4]

Innym przykładem tego typu opisów może być jeszcze wzmianka ze spaceru Barbary:

Wyszła tedy i szła w stronę ulicy Grodzkiej, gdzie była stacja pocztowa. […] Spoglądała po drodze na wieże kościołów, na stłoczone dachy, na rozległe frontony starych pałacowych kamienic, na wyloty uliczek pełne miękkości i różowej porannej mgły […][5].

Ponadto, podczas spacerów różnych bohaterów przewijają się wskazane z nazwy lokalizacje, wspomniane zostają: most kamienny, most „rybny”, Raciborskie Przedmieście, gmach sądu czy ulice Karolińska, Sukiennicza, Piekarska i Owocowa. Przy tej ostatniej stała kamienica, nad kupnem której zastanawiali się Niechcicowie. Była ona dwupiętrowym budynkiem o jasnokremowych ścianach, pozbawiona wszelkich dekoracji. Szumscy faktycznie dokonali takiej transakcji – Kolańczyk podaje, że za pieniądze ze spadku po radcy Antonim Gałczyńskim weszli oni w posiadanie kamienicy przy ul. Kościuszki 22 w 1905 roku[6]. Warto dodać, że wygląd obiektu był bardzo zbliżony do opisywanego. W powieści jednak rezygnują oni z takiego zakupu na rzecz nabycia od Anzelma Ostrzeńskiego placów na Oczkowie. Na tych terenach miał zostać wybudowany dworzec kolejowy.

Stali tu pośród najgłuchszej wsi. Z jednej strony dorożki rozciągało się pole zżętego żyta. Panowała nad nim cisza bez dna, właściwa skoszonym polom. Od kop żytnich padały na ściernisko długie cienie. Z drugiej strony kwitły nędzne kartofle, nad którymi latały bez szelestu drobne motyle[7].

Dla literackich postaci decyzja ta nie była zbyt dobra w skutkach, ponieważ ostatecznie nie tylko nie udaje się im na nich zarobić, ale i pozostają stratni.

Ojciec Marii Dąbrowskiej, Józef Szumski, pod koniec XIX wieku.
(Oddział Literacki – Dworek Marii Dąbrowskiej w Russowie, Muzeum Okręgowe Ziemi Kaliskiej)

Znacznie częściej jednak uwaga zostaje poświęcona konkretnym miejscom i punktom. Pierwszym ważniejszym budynkiem, który widzi Agnieszka podczas swojej wizyty w mieście, jest kościół Kanoników i jego okolice.

Słońce stało już nisko i na tle jaskrawych jego blasków ceglany kościół Kanoników zdawał się fioletowy. Środkiem wielkiej ulicy płynęła tutaj rzeka, niosąca w błękitnym nurcie zniekształcony, niby pogruchotany wizerunek nadbrzeżnej alei[8].

W rzeczywistości miejscem tym jest, istniejący do dzisiaj i funkcjonujący jako katedra, gotycki kościół św. Mikołaja Biskupa. Za czasów Dąbrowskiej niedaleko świątyni płynęła rzeka Babinka. Właściwie nieopodal mieściły się też bardzo istotne dla codziennego życia mieszkańców obiekty:

Okna wychodziły na rozległy plac Świętojański, na skwer z pomnikiem i studnią o najlepszej w Kalińcu wodzie na herbatę. Skwer był cokolwiek w prawo, a wprost okien widać było zielone wejście do parku, mające po jednej stronie kościół farny, a po drugiej, odgrodzony od placu murem dziedziniec starego pałacu, będącego siedzibą gubernatora[9].

W tak krótkim fragmencie Dąbrowska umieściła kilka istotnych rzeczy. Plac Świętojański to w rzeczywistości dzisiejszy plac św. Józefa. Został on wytyczony w 1818 roku według projektu Sylwestra Szpilowskiego[10]. W latach 1841-1927 stał na nim pomnik przymierza między Rosją i Prusami. Był on wysoką budowlą o kształcie obelisku, a całość wieńczyły cztery dwugłowe orły połączone laurami. Umieszczono na nim z czterech stron napisy w języku rosyjskim[11]. Co ciekawe, o nim także nie zapomniała wspomnieć autorka, choć z jej tekstu wynika, że był on dla lokalnej społeczności w powieści mniej ważny od znajdującej się obok studni:

Na środku tkwił pośród krzaków czarny, wysoki obelisk. Nikt z tutejszych ludzi nie umie już powiedzieć, na jaką pamiątkę został on zbudowany. Wznieśli go jacyś cesarze, którzy się tu kiedyś w owym mieście spotkali. Mniemali, że to ich zejście się było dla miasta rzeczą ważną, godną czarnego obelisku, ale życie przetoczyło się nad tą sprawą i dziś nikomu nie przyjdzie nawet do głowy, żeby przeczytać gęste złote napisy strzeżone przez lwie głowy z brązu. Pomnik ma już od dawna całkiem inne znaczenie. Nadaje miano studni, która się znajduje tuż obok i zawiera najlepszą w mieście wodę[12].

Taka postawa jest zrozumiała, gdy weźmie się pod uwagę, że spotkanie cesarzy Mikołaja I i Fryderyka Wilhelma III w 1835 roku zakończyło się dla kraju nad Wisłą niewolą. Sama studnia zaś, sądząc po tym, jak stosunkowo często pojawiają się o niej wzmianki, była naprawdę kluczowa. Podczas pierwszego pobytu Barbary i Bogumiła w Kaliszu, kobieta, widząc plac, nie spogląda na ów pomnik, ale właśnie na studnię i wspomina, jak niegdyś noszono z niej wodę dla jej matki. Ponadto, podczas rozmyślań na temat ewentualnego zakupu kamienicy, Niechcicowa znów odnosi się do tego obiektu:

Tylko jeśli już w Kalińcu dom kupować, to na Świętojańskim placu, niedaleko pomnika. Bo tylko w tej studni od pomnika jest woda możliwa na herbatę[13].

Jak podkreśla Polanowski, studnia mieściła się na trasie codziennych wędrówek Dąbrowskiej do szkoły, gdy mieszkała u wujostwa Gałczyńskich, dlatego też prawdopodobnie tak silnie utrwaliła się w jej pamięci. Należy też dodać, że liczne uwagi dotyczące jakości wody nie były nieuzasadnione. Kalisz nie posiadał dobrej wody pitnej, a na terenie całego miasta rozlokowane było jedynie sześć studni z wodą zdatną do spożycia: studnia artezyjska na Starym Rynku, w podwórzu klasztoru pobernardyńskiego, przy ul. Szklarskiej koło kościoła św. Mikołaja, przy ul. Wrocławskiej obok szpitala Świętej Trójcy oraz przy ul. Franciszkańskiej. Nic więc dziwnego, że temat był poruszany kilkukrotnie[14].

Matka Marii Dąbrowskiej, Ludomira z Gałczyńskich Szumska, pod koniec XIX wieku.
(Oddział Literacki – Dworek Marii Dąbrowskiej w Russowie, Muzeum Okręgowe Ziemi Kaliskiej)

Przed wejściem na tereny zielone, o czym wspomina dalej Dąbrowska, wchodzące osoby natykały się na kościół z jednej strony i pałac będący siedzibą gubernatora z drugiej. W latach 1883-1902 rolę tę odgrywał Michaił Daragan. Sam park powstał na miejscu pojezuickiego ogrodu warzywnego staraniem prezydenta miasta Jana Karola Horninga w 1798 roku.
W późniejszych latach jego tereny sukcesywnie się powiększały[15]. W „Nocach i Dniach” jest to miejsce przede wszystkim związane ze spacerami i odpoczynkiem. Mieściła się tam kawiarnia Wehnera, w której gościła Barbara czy inni miejscowi, przyjezdni według pisarki woleli cukiernię w śródmieściu, ale i staw pośród drzew, popularnie zwany „Kogutkiem” (nazwa wzięła się od wyciętego z blachy kogutka umieszczonego na altance znajdującej się pośrodku zbiornika wodnego) – punkt zabaw okolicznej młodzieży. Z przyjemności tej korzystała choćby Agnieszka, która chodziła tam wraz z koleżankami ze swojej szkoły. To tam po raz pierwszy zauroczyła się w chłopcu, Krzysiu Łaskim, czy poczuła zazdrość względem koleżanki Klary Hilchen.

Na Kogutku ślizgali się też uczniowie i większość pensjonarek ich, zdaje się, miała głównie na myśli, biegnąc z łyżwami do parku. Gdyż każda miała wśród nich braci albo znajomych, których przedstawiała koleżankom, a oni zapraszali panienki do ślizgania się w parę lub wozili je na saneczkowych fotelikach. Później w klasach i sypialniach szły o tym rozmowy, szepty, zwierzenia, śmiechy, płacze[16].

„Kogutek” rzecz jasna cieszył się największą popularnością w miesiącach zimowych, wtedy, gdy warstwa lodu była na tyle gruba, by utrzymać wirujących łyżwiarzy. Jak można zauważyć z losów Agnieszki i jej koleżanek, obiekt ten nie tylko stanowił punkt dobrej zabawy, ale i w tym miejscu dochodziło do pierwszych zauroczeń i jeszcze tak naprawdę dziecięcych miłości. Można założyć, że podobne doświadczenia miała też sama Dąbrowska.

Takie zabawy w parku stanowiły jednak rozrywkę w określonym, zimowym czasie i dla wąskiej grupy odbiorców, przede wszystkim osób w wieku szkolnym. Kalisz jako duży ośrodek miejski oferował znacznie więcej atrakcji. Jedną z nich były spektakle. Budynek teatru mieścił i wciąż mieści się nad brzegiem Prosny, tuż przy parku, u wylotu alei Józefiny (dzisiejsza aleja Wolności). Agnieszka została przedstawiona jako miłośniczka takiej formy sztuki. Nie dzieje się tak bez powodu – sama Dąbrowska również lubiła podziwiać grę aktorską na żywo. Jak podaje Polanowski, młoda Maria mogła cieszyć się nie tylko nowym gmachem tego miejsca, wzniesionego przez znanego architekta gubernialnego Józefa Chrzanowskiego, ale i dobrymi przedstawieniami, jej pierwsze kontakty z teatrem kaliskim przypadały bowiem na czas jego pełnego rozkwitu. W „Nocach i Dniach” młoda Niechcicówna wraz z pozostałymi pensjonarkami wybiera się na „Halkę”, ale nie było to jedyne widziane przez nią dzieło:

Agnieszka widziała w Kalińcu „Żydówkę”, „Opowieści Hoffmanna”, „Fausta” i wszystkie opery Moniuszki[17].

Nie była ona jednak odosobniona w kwestii miłości do teatru. Podzielał ją, na swój sposób, również i Tomaszek:

Spędził tu niemało wieczorów, rzecz prosta, na galerii, często na gapę; uczniowie z handlówki przepadali za aktorami, każdy miał jakiegoś swojego ulubieńca, którego naśladował w sposobie bycia. Parę razy nawet, oczywiście w tajemnicy przed sztubą, występowali jako statyści[18].

Na terenie miasta bardzo dobrze miał się również handel. Dąbrowska opisuje kilka sklepów, wśród nich są i takie, w których rzeczywiście mogła robić wraz z rodzicami zakupy. „Bonbons de Varsovie” w Kalińcu ma swój lokal przy ulicy Mariańskiej, a w Kaliszu działał przy ul. Warszawskiej 9/10. W jego asortymencie znajdowały się przede wszystkim różnego rodzaju eleganckie i droższe cenowo słodycze, m.in. bombonierki w ozdobnych opakowaniach, takie jakie Michalina Ostrzeńska przywoziła dzieciom Barbary[19].

Dzieci Ludomiry i Józefa Szumskich. Kolejno od prawej: Maria, Helena, Jadwiga, Stanisław i Bogumił.
(Oddział Literacki – Dworek Marii Dąbrowskiej w Russowie, Muzeum Okręgowe Ziemi Kaliskiej)

Kontynuując temat słodkości, nie można zapomnieć o cukierni Kleszcza. Pierwsza wizyta tam jest dla Agnieszki dużym przeżyciem. Punkt składał się z dwóch pomieszczeń: w jednym pokoju stały stoliki z lampkami, gdzie goście spożywali wypieki, w drugim mieściła się część sprzedażowa z towarem:

Ciastka rozpościerały się tu przez całą długość pokoju, piętrzyły się stosami na szklanych blatach, na fajansowych gerydonach piętrzyły się same na sobie, leżały wszędzie po kątach na wielkich prosto z pieca wyjętych blachach. Śliwkowy placek pachniał spieczonym miąższem węgierek, spomiędzy suchych płatków francuskiego ciasta wyciskał się tam gęsty żółty krem, tu – marmolada z jabłek; mokre ciasta tortowe pachniały rumem, na ponczowych babkach lśniła czekoladowa polewa, błogie zapachy masła, cukru i czekolady nasycały powietrze[20].

Na rynku obok sklepu norymberskiego Rotermunda otwarty dla klientów był też skład z okryciami wierzchnimi Samuela Nussena. Miejsce to przyciągało wzrok ludzi nie tylko samym towarem, ale i dużą lustrzaną szybą umieszczoną na zewnątrz budynku. Przechodnie mogli więc zobaczyć się dosłownie od stóp do głów. Należy założyć, że był to i nowoczesny, i dobry jakościowo punkt, gdyż, jak podkreśla sama Barbara, za czasów jej młodości, nie było takich nawet w Warszawie. To tutaj elegancki płaszczyk kupują rodzice dla Agnieszki, zanim rozpocznie ona naukę na pensji. To przedsiębiorstwo w rzeczywistości nie istniało, ale w Kaliszu nie brakowało podobnego rodzaju usług. Polanowski przytacza m.in. takie składy futer i okryć jak: magazyn ubiorów damskich Abramskiego przy ul. Warszawskiej 68, zakład kuśnierski Bigeleisena, skład ubiorów męskich Czarożyła na rogu ul. Piskorzewskiej czy skład futer Feliksa Pinkusa działający w kamienicy obok Towarzystwa Kredytowego[21]. W sąsiedztwie Nussena można było zaopatrzyć się w bardziej luksusowe towary w sklepie kolonialnym Czynkla. Na klientach wrażenie robiła już sama wystawa:

W jednej z nich terakotowy krasnolud wysypywał z rogu obfitości całą rzekę bakalii, w drugiej Chińczyk w kimonie stał śród napitków i dźwigał kosze herbaty pachnącej aż na ulicę swym własnym aromatem oraz wonią cynowego opakowania. W sklepie widać było przez szeroko rozwarte drzwi bloki tłustej kłaczastej chałwy, kosze winogron i stosy brązowozłotej wędzonej ryby[22].

Co ciekawe, nazwa sklepu w powieściowym świecie jest nieznacznie zmieniona, ponieważ jego rzeczywistym odpowiednikiem, według ustaleń Polanowskiego, był „Handel Win, Delikatesów i Towarów Kolonijnych” Gustawa Tschinkela, ale popularnie nazywano ten zakład „czynklówką”[23]. Tak jak w „Nocach i Dniach” można było dostać tutaj lepszej jakości produkty, rzadziej spotykane w zwykłych sklepach czy dobra bardziej egzotyczne.

Maria Dąbrowska na sesji Powiatowej i Miejskiej Rady Narodowej 23 stycznia 1960 roku. Inauguracja jubileuszu 18 wieków Kalisza. Zdjęcie: Z. Kantorski.
(Oddział Literacki – Dworek Marii Dąbrowskiej w Russowie, Muzeum Okręgowe Ziemi Kaliskiej)

Ostatnim sklepem, który zostaje przedstawiony, jest „Bazar Szkolny” Michaliny Ostrzeńskiej. Sama właścicielka zostaje scharakteryzowana jako osoba z wysoko rozwiniętym zmysłem do handlu. Wszystkich klientów traktowała jak dobrych znajomych, była niezwykle uprzejma i nieustannie poszerzała asortyment:

Miała już u siebie wyroby platerowe, galanterię, papierosy, książki, reprodukcje obrazów i najnowsze drobne wynalazki techniczne w rodzaju wiecznych piór, automatycznych ołówków itp.[24]

Nadal nie było to wszystko, ze szyldu przed wejściem można było też wyczytać, że znajdzie się tu: podręczniki szkolne, gramofony, patefony, płyty zonofonowe, zabawki, ozdoby na choinkę czy wyroby frażetowskie. Niechcicowie zaglądali do Michaliny często, zostawiano tu nierzadko również produkty dla nich. Dąbrowska mogła za to pamiętać zakupy w sklepie Marii Gałczyńskiej z Chrzanowskich, który mieścił się po wschodniej stronie Rynku pod numerem 10.

Bazar Szkolny Marii Gałczyńskiej został otwarty 2 września 1889 roku w domu Kempnera, naprzeciwko cukierni Gussmana, jako skład materiałów piśmiennych i wyrobów tabacznych[25].

W takiej przestrzeni miejskiej, jak zostało to już zaznaczone wcześniej, działały różne stowarzyszenia i organizacje. W czasach Dąbrowskiej prężnie rozwijał się kaliski teatr, a także prasa w postaci „Gazety Kaliskiej”. Życie kulturalno-społeczne rozwijało się w ramach Towarzystwa Muzycznego, Dobroczynności, Kredytowego Ziemskiego, Resursy Kaliskiej czy Straży Ogniowej. Ponadto, w latach dziewięćdziesiątych pojawiły się pierwsze tego typu grupy o charakterze sportowym: Towarzystwo Cyklistów i Towarzystwo Ratowania Tonących przemianowane później na Towarzystwo Wioślarskie[26]. Poza działalnością statutową ich członkowie organizowali często bale, przedstawienia, koncerty czy różnego rodzaju inne wydarzenia. Na takie zabawy Niechcicowie wysyłali Ankę, gdy zauważyli, że dziewczyna ceni sobie taniec:

Gdy Anka wyjeżdżała na noc na zabawę, Agnisia źle spała, bała się i na całym świecie były wtedy tylko dwie rzeczy: pusty salon, w którym nie było Anki i różowa wirująca sala Towarzystwa Cyklistów w Kalińcu, gdzie tańczyła z panami1[27].

W powieści także Dąbrowska podkreśla, jak bardzo lokalna społeczność chętnie angażowała się w różne inicjatywy: Holszańska wymienia w jednym z fragmentów ile instytucji powstało w Kalińcu. Były to: towarzystwa krajoznawcze, muzyczne, higieniczne, kąpiele ludowe, przytułki, żłobki, czytelnie, kolonie letnie i Muzeum Ziemi Kalinieckiej. Poza jawnymi tego typu grupami istniały także stowarzyszenia działające bardziej w ukryciu, np. tajna organizacja zajmująca się przerzucaniem przez granicę działaczy politycznych, którym groziło aresztowanie. Taką rolę odgrywała Maria Gałczyńska oraz Ostrzeńska – inspirowana nią postać w „Nocach i Dniach”.

Były i takie osoby, które nie angażowały się w życie miasta, ale wolały swój wolny czas spędzić w inny sposób. Lucjan Kociełł wraz z kolegami byli stałymi bywalcami winiarni Peszkiego. Jak zaznaczała Dąbrowska, w sklepowej sali zwanej „kątkiem”, przesiadywała męska część kalinieckiego towarzystwa, która pragnęła używać życia.

Nie można również zapominać o szkołach. W Kalińcu Agnieszka uczęszcza na pensję dla dziewcząt u Heleny Semadeniowej. Placówka istniała w dwupiętrowej kamienicy, w rzeczywistości mieszczącej się przy dzisiejszej ulicy Babina. Uczennice poza nauką mogły tam mieszkać, z czego korzysta początkowo właśnie córka Barbary.

Zakład naukowy żeński Heleny Semadeni przeniesiony zostaje z Konina do Kalisza. Zapis uczennic odbywać się będzie codziennie od 10 do 12 z rana w kancelarii zakładu dom W-go Parczewskiego w oficynie począwszy od 20 lipca. Lekcje i egzamina wstępne rozpoczną się 2 września. Przyjmuje się pensjonarki, pół-pensjonarki i uczennice przychodnie. Pensjonarki zgłaszać się mogą wcześniej z prawem pierwszeństwa[28].

Takie ogłoszenie zostaje opublikowane w „Gazecie Kaliskiej” w 1901 roku. Chętnych dziewcząt na naukę w szkole nie brakowało. W ich planie lekcji pojawiały się takie przedmioty jak język francuski, język niemiecki, język rosyjski, język polski, religia, historia powszechna, matematyka, kaligrafia, przyroda, śpiew, gimnastyka i roboty ręczne. Nauka języków obcych była tutaj na wysokim poziomie, ponieważ nauczycielki rozmawiały z uczennicami tylko w tych właśnie językach, dzięki czemu mogły szybciej poznawać gramatykę czy nowe słownictwo.

Maria Dąbrowska razem ze swoją siostrą Heleną w 1894 roku.
(Oddział Literacki – Dworek Marii Dąbrowskiej w Russowie, Muzeum Okręgowe Ziemi Kaliskiej)

Działało także rządowe gimnazjum. Tego typu placówki były jednak mocno prorosyjskie, nie miały zbyt dobrej opinii, dlatego też wielu rodziców miało wątpliwości przed posłaniem tam swoich dzieci.

Do rządowego gimnazjum? – zadziwiła się pani Barbara, niemal własnym uszom nie wierząc. – Mamy dziecko oddawać w ręce Moskali[29].

Taka decyzja bywała czasem konieczna, ponieważ na studia przyjmowano jedynie dzieci, które ukończyły państwowe placówki. Właśnie dlatego też Agnieszka z czasem odchodzi z pensji i rozpoczyna naukę w żeńskim gimnazjum.

Poruszając temat szkół, nie można zapomnieć o bardzo istotnym wydarzeniu, które przeżyła sama autorka i później umieściła je w powieści. Chodzi o strajk dzieci w 1905 roku. Głównymi postulatami było wówczas m.in. wprowadzenie do szkół języka polskiego jako Poruszając temat szkół, nie można zapomnieć o bardzo istotnym wydarzeniu, które przeżyła sama autorka i później umieściła je w powieści. Chodzi o strajk dzieci w 1905 roku. Głównymi postulatami było wówczas m.in. wprowadzenie do szkół języka polskiego jako wykładowego czy powszechny i bezpłatny dostęp do edukacji. Było to pierwsze tak istotne zdarzenie w życiu kobiety:

Nie wiem też, w jaki sposób dostałam się w tym chaosie do swoich rzeczy ani też, w jaki sposób wybiegłyśmy całym tłumem na ulicę. Wiem tylko, że od chwili kiedy jeszcze w klasie Wanda Piątkowska krzyknęła: „Precz z carską moskiewską szkołą! Niech żyje polska szkoła!”, wiem, że od owej chwili wszystkie krzyczałyśmy bez opamiętania, bez wytchnienia to samo[30].

Historia dotyka też losy Agnieszki. Gdy dziewczyna zjawia się na lekcji języka rosyjskiego, dowiaduje się, że ma nie wyciągać podręczników, gdyż dojdzie dzisiaj do strajku. Opis tego, co się dzieje, jest zbliżony do autentycznej wersji – uczniowie opuszczają budynki szkół, napotykają po drodze robotników i śpiewając lub wykrzykując różne hasła, zmierzają w kierunku szkoły realnej. Wszyscy obawiali się, czy nie zostaną zaatakowani. Bogumił, dowiedziawszy się o tym, nakazuje uzupełnić zapasy w spiżarniach, ale dzieci i Barbara podchodzą do sprawy bez większego lęku. Strajk jednak odbija się głośnym echem, nie tylko w Kaliszu, ale i w innych miastach:

Zamęt trwał jeszcze jakiś czas. Nadeszły też wieści z Warszawy o zajściach przerastających wszystko, co się działo w Kalińcu, o wiecach, strzelaninach, zamknięciu uniwersytetu i szkół rządowych w całym kraju. Po ogłoszeniu stanu ochrony wzmocnionej zamieszki przycichły, ale życie nie wróciło już do dawnego ustalonego porządku[31].

Nie było to jednak najtrudniejsze z doświadczeń, jakie przyszło przeżyć Dąbrowskiej. Na to przyszło jej poczekać do 1914 roku, czyli wybuchu I wojny światowej. Kalisz w tym momencie liczył około 70 tysięcy mieszkańców, zimą tego samego roku liczba ta spadła do zaledwie 5 tysięcy[32]. Było to bogate i dobrze prosperujące miasto. Zabójstwo arcyksięcia Ferdynanda w Sarajewie wywołało jednak katastroficzne skutki dla niemal całego świata. Gazety coraz częściej rozpisywały się o możliwym konflikcie. Maria Dąbrowska w lipcu 1914 roku przebywała jeszcze z mężem w Anglii. Do Kalisza dotarła 31 lipca, od razu też zobaczyła ogromny popłoch, który panował. Na miejscu cały czas przebywała matka pisarki, identycznie jak powieściowa Barbara, doświadczyła pierwszych oznak wojny:

Nad tą częścią miasta wznosił się potężny słup dymu, który niebawem zakrył słońce i z czarnego zrobił się różowy. […]. – Wysadzili kolej – rzekł stróż[33].

Kobieta w tym czasie mieszka już na stałe w Kalińcu, a w codziennych obowiązkach pomaga jej młoda dziewczyna Julka, pełniąca funkcję służącej. To ona poza zakupami przynosiła też nowe wieści z miasta:

Bezładna strzelanina trwała do jakiejś drugiej nad ranem. […] Julka twierdziła uparcie, że Niemcy strzelali „do narodu”. I nie mało ludzi – rozpłakała się raptem – natłukli […] – Najwięcej to mówią przeważnie, że Niemcy strzelali do ludzi, tak, na postrach[34].

Kalisz był dla Marii bardzo ważny, a sytuacja wybuchu wojny i niszczenia rodzinnych stron intensywnie się na niej odbiły, dlatego też opisów zniszczenia i przejmującego strachu mieszkańców jest aż tak wiele:

O czwartej, mimo że „wrogie wystąpienia” nie mogły mieć miejsca, choćby dlatego, że Niemców nie było w mieście, dał się nagle słyszeć sprężysty, dźwięczny huk armatniego wystrzału. Gdy zabrzmiał drugi, pani Barbara wyjrzała oknem, lecz cofnęła się, usłyszawszy niepojęty, wyjący gwizd w powietrzu. Po mgnieniu rozległ się odgłos, jakby się coś z niesłychanym napięciem roztrzaskało, sypiąc niby gradem kamyków[35].

Jak podaje Rafał Matyja, w sierpniu 1914 major niemieckiej armii Hermann Preusker wydał rozkaz spalenia Kalisza. Zburzeniu uległo centrum i część Wrocławskiego Przedmieścia. Nie zostały jednak zniszczone obiekty sakralne, ocalała też prawie w całości Aleja Józefiny.
W nocy z 7 na 8 sierpnia doszło do wzajemnego ostrzału wojsk niemieckich, w odwecie za tę przypadkową sytuację zaczęto bombardować tereny miejskie. Towarzyszyły temu, ponadto, burzenie miasta, kradzieże i morderstwa. Wszystko trwało aż do końca sierpnia[36]. Wraz z rozwojem sytuacji coraz więcej Kaliszan opuszcza miasto. W przerwach między kolejnymi bombardowaniami, jak odnotowuje w powieści Dąbrowska, wyjeżdżały wozy, karety, bryczki i dorożki, które zabierały ludzi wraz z ich bagażami spod wojennej zawieruchy. Sama Barbara stosunkowo późno opuszcza miasto, cały czas oczekując przyjazdu córki. Ostatecznie ucieka sama dorożką. Gdy się oddala coraz bardziej, obraca się i ostatnie, co widzi, to płomienie i obłoki dymu nad domami. Łącznie wyjechało prawdopodobnie około 10 tysięcy mieszkańców. Według badań Polanowskiego, w rzeczywistości Maria razem z matką i Gałczyńskimi udają się razem do Kokanina, skąd obserwują najcięższe bombardowania i pożar, następnie wyruszają do Russowa po furmankę na dalszą drogę, by dojechać do Warszawy[37]. Okrutne wspomnienia utkwiły w pamięci pisarki do końca życia:

Cudnego mojego Kalisza nie miałam już nigdy ujrzeć takim, jakim był. Znosiliśmy już jednakże mężnie wszystko. Nie tylko cudze cierpienie, które podobno ma się zawsze siłę znieść, ale i nasze osobiste głęboko utajone bóle i niepokoje – i tę także myśl, że wczoraj jeszcze „obywatele” zabezpieczeni życiowo, dzisiaj byliśmy „jak stoimy” ubodzy i ogołoceni. „Wojna nie matula”[38].

Po wybuchu wojny Dąbrowska przeprowadza się do Warszawy, gdzie mieszka do śmierci. Kalisz i Russów w tym czasie odwiedza zaledwie kilkukrotnie. Pierwszy powrót w rodzinne okolice autorki ma miejsce dopiero po II wojnie światowej.

Maria Dąbrowska na sesji Powiatowej i Miejskiej Rady Narodowej 23 stycznia 1960 roku. Inauguracja jubileuszu 18 wieków Kalisza. Zdjęcie: Z. Kantorski.
(Oddział Literacki – Dworek Marii Dąbrowskiej w Russowie, Muzeum Okręgowe Ziemi Kaliskiej)

Źródła:

  1. E. Polanowski, Maria Dąbrowska w krainie dzieciństwa i młodości, Poznań 1989, s. 86.
  2. „Gazeta Kaliska” 1901, nr 210, s. 1.
  3. M. Dąbrowska, Noce i Dnie., t. 2, Warszawa 1968, s. 141.
  4. M. Dąbrowska, Noce i Dnie., t. 2, Warszawa 1968, s. 95-96.
  5. M. Dąbrowska, Noce i Dnie., t. 1, Warszawa 1968, s. 105-106.
  6. A. Kolańczyk, Kalisz mała ojczyzna wielkich ludzi, s. 116.
  7. M. Dąbrowska, Noce i Dnie., t. 2, Warszawa 1968, s. 209.
  8. M. Dąbrowska, Noce i Dnie., t. 2, Warszawa 1968, s. 253.
  9. M. Dąbrowska, Noce i Dnie., t. 5, Warszawa 1968, s. 370.
  10. I. Barańska, Architektura Kalisza w dobie Królestwa Kongresowego, Kalisz 2002, s. 74–75.
  11. E. Polanowski, Maria Dąbrowska w krainie dzieciństwa i młodości, Poznań 1989., s. 131.
  12. M. Dąbrowska, Noce i Dnie., t. 2, Warszawa 1968, s. 125.
  13. M. Dąbrowska, Noce i Dnie., t. 2, Warszawa 1968, s. 121.
  14. E. Polanowski, Maria Dąbrowska w krainie dzieciństwa i młodości, Poznań 1989, s. 133.
  15. P. Anders, W. Gostyński, B. Kucharski, 123 x Wielkopolska, Poznań 1995, s. 55–56.
  16. M. Dąbrowska, Noce i Dnie., t. 3, Warszawa 1968, s. 140.
  17. M. Dąbrowska, Noce i Dnie., t. 5, Warszawa 1968, s. 70.
  18. M. Dąbrowska, Noce i Dnie., t. 5, Warszawa 1968, s. 71.
  19. E. Polanowski, Maria Dąbrowska w krainie dzieciństwa i młodości, Poznań 1989, s. 134.
  20. M. Dąbrowska, Noce i Dnie., t. 2, Warszawa 1968, s. 132-133.
  21. E. Polanowski, Maria Dąbrowska w krainie dzieciństwa i młodości, Poznań 1989, s. 135.
  22. M. Dąbrowska, Noce i Dnie., t. 2, Warszawa 1968, s. 127.
  23. E. Polanowski, Maria Dąbrowska w krainie dzieciństwa i młodości, Poznań 1989, s. 137.
  24. M. Dąbrowska, Noce i Dnie., t. 2, Warszawa 1968, s. 98.
  25. E. Polanowski, Maria Dąbrowska w krainie dzieciństwa i młodości, Poznań 1989, s. 141.
  26. E. Polanowski, Maria Dąbrowska w krainie dzieciństwa i młodości, Poznań 1989, s. 87.
  27. M. Dąbrowska, Noce i Dnie., t. 2, Warszawa 1968, s. 32.
  28. „Gazeta Kaliska” 1901, nr 139, s. 2.
  29. M. Dąbrowska, Noce i Dnie., t. 2, Warszawa 1968, s. 150.
  30. M. Dąbrowska, Strajk szkolny [w] Pisma rozproszone, t.1, Kraków 1964, s. 138.
  31. M. Dąbrowska, Strajk szkolny [w] Pisma rozproszone, t.4, Kraków 1964, s. 15.
  32. E. Polanowski, Maria Dąbrowska w krainie dzieciństwa i młodości, Poznań 1989, s. 201.
  33. M. Dąbrowska, Strajk szkolny [w] Pisma rozproszone, t.5, Kraków 1964, s. 393.
  34. M. Dąbrowska, Strajk szkolny [w] Pisma rozproszone, t.5, Kraków 1964, s. 399.
  35. M. Dąbrowska, Strajk szkolny [w] Pisma rozproszone, t.5, Kraków 1964, s. 404-405.
  36. R. Matyja, Miejski Grunt. 250 lat polskiej gry z nowoczesnością, Kraków 2021, s. 172-173.
  37. E. Polanowski, Maria Dąbrowska w krainie dzieciństwa i młodości, Poznań 1989, s. 210.
  38. M. Dąbrowska, Rzemiennym dyszlem [w] Pisma Rozproszone t.1, Kraków 1964, s. 98-99.

Podoba‚ Ci się materiał? Udostępnij go i komentuj - Twoja opinia jest dla nas bardzo ważna! Chcesz by podobnych materiałów powstawało jeszcze więcej?Wesprzyj nas!

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Informacje zwrotne w treści
Zobacz wszystkie komentarze

Najnowsze