Spory niedosyt po ambitnej grze w Płocku

Jeśli były osoby, które przed meczem kaliskich szczypiornistów z Orlen Wisłą Płock, przypisywały z góry trzy punkt płocczanom, to przebieg meczu musiał ich mocno zaskoczyć. Ambitna gra kaliszan – szczególnie w obronie, postawa Łukasza Zakrety w bramce oraz szybkie kontrataki pozwoliły Enerdze MKS Kalisz grać jak równy z równym przez większą część meczu z wiceliderem ligi. Niestety kryzys z okolic 45 min pozwolił gospodarzom uciec na kilka bramek, których nie udało się już odrobić.

Po pierwszej wstępnej przewadze zawodników z Płocka i dwóm bramkom szczypiornistów z Kalisza po rzutach karnych, rozpoczęła się faktyczna i przede wszystkim wyrównana gra obu zespołów. Dwa trafienia z karnych na bramki zamienili dla Kalisza Góralski oraz Krępa. W trakcie pierwszej połowy można szczególnie żałować nieprecyzyjnych podań w wykonaniu Energi MKS Kalisz, ale nie każde z nich Orlen Wisła Płock wykorzystywała, a przy tym jej zawodnicy sami zaczęli się gubić. Do całej sytuacji kilka dobrych interwencji dołożył wspomniany Łukasz Zakreta, a to pozwoliło wyjść momentami nawet na przewagę. Jedną z takich okazji wykorzystał Kacper Adamski, który po dobrej reakcji Zakrety i przy stanie 4:4 podwyższył w efektywnej kontrze na 5:4. Podobnych sytuacji było więcej, ale niestety nie udało się odskoczyć wobec wicelidera tabeli na większą liczbę bramek. Co więcej sytuacja „punkt za punkt” utrzymała się już do końca pierwszej części meczu. W tej połowie na uwagę zasługiwała próba trafienia przez Niko Mindegia, który starał się uderzyć zza pleców, ale pomysł na szczęście się nie udał. Przy tak wyrównanej grze udało się natomiast niestety w 23 min dobić płocczaonm uderzenie, gdzie po pierwotnym rzucie i reakcji Zakrety, piłka trafiła w ręce Krajewskiego – ten już się nie pomylił. Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 14:13 dla Płocka, a ostatnią bramkę po rzucie karnym zdobył Mateusz Góralski, który w tym elemencie wykazywał się wyborną skutecznością.

Druga partia rozpoczęła się podobnie jak wyglądała cała pierwsza połowa – solidna gra kaliszan w obronie oraz dobra dyspozycja bramkarza pozwoliły utrzymać zaciętą walkę. Pierwsze dwie bramki w tej części zdobył Marek Szpera. Przy stanie 15:15 na zaskakujący i co ważniejsze celny strzał zdecydował się Kacper Adamski, będący razem z Zakretą oraz Góralskim mocnymi fundamentami zespołu. Ten ostatni w tej części gry miał kolejne okazje po rzutach karnych – przy piątej próbie z rzędu się udało, ale z szóstej zwycięsko wyszedł już bramkarz gospodarzy – Adam Morawski. W drugiej połowie Energa MKS Kalisz również miał szansę sprawić niespodziankę na wyjeździe i odskoczyć rywalom na dwie bramki – ostatecznie jednak próby nie kończyły się pomyślnie. Jedną z takich okazji była szansa po faulu w ataku Niko Mindegia. Od około 45 min spotkania sytuacja w Orlen Arenie zaczęła się zmieniać, a niewykorzystane przez kaliszan uderzenia, kontrowali zawodnicy Wisły Płock i tym samym dość swobodnie w tym etapie wyszli na 3/4-bramkową przewagę. Zawodnicy Energi MKS Kalisz próbowali jeszcze w końcówce odrobić zaległości, ale wicelider PGNiG Superligi nie pozwolił wydrzeć już sobie zwycięstwa.

Orlen Wisła Płock 30:25 Energa MKS Kalisz

Fot.: Energa MKS Kalisz

Podoba‚ Ci się materiał? Udostępnij go i komentuj - Twoja opinia jest dla nas bardzo ważna! Chcesz by podobnych materiałów powstawało jeszcze więcej? Wesprzyj nas!

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Informacje zwrotne w treści
Zobacz wszystkie komentarze