baner_FBAnt
Stokado
Baner AWS
baner_apka_2
Paulina Antczak

Trucizna w ciele Pauliny Antczak. Śledztwo rusza ponownie

W obliczu odkrycia nowych, przełomowych dowodów, po niemal dekadzie od tajemniczej śmierci Pauliny Antczak z Koźminka wznowiony zostanie proces przeciwko jej chłopakowi, Dawidowi Z. W maju 2023 Sąd Okręgowy we Wrocławiu uchylił wyrok uniewinniający, a prawdopodobnie w ciągu kilku miesięcy przed Sądem Rejonowym we Wrocławiu rozpocznie się nowe postępowanie.

Spis treści:

Oceniając postawę organów wrocławskiego wymiaru sprawiedliwości, rodzice Pauliny nie mają dużej wiary w rzetelne i obiektywne wyjaśnienie sprawy. Sąd odwoławczy nie przychylił się bowiem do wniosku rodziców o zmianę kwalifikacji prawnej czynu z nieumyślnego spowodowania śmierci ich córki na zabójstwo, pomimo iż taką tezę postawili biegli z Zakładu Medycyny Sądowej w Szczecinie w wydanej przez nich opinii po przeprowadzeniu sekcji zwłok. Podobnie sąd nie przychylił się do wniosku o aresztowanie podejrzanego, a przecież za mniejsze przestępstwa prokuratura stosuje ww. środek karny.

– Ludzie w okolicy czasem zaczepiają nas na ulicy i zgadzają się, że to skandal jak bardzo ta sprawa została zawalona przez organy ścigania – opisuje Iwona Antczak, matka zmarłej kobiety.

Poniżej przedstawiamy przebieg sprawy oraz kolejne, piętrzące się w jej toku niedopatrzenia i wątpliwości.

Bad boy

W 2010 roku Paulina Antczak jako 21-latka przyjeżdża z rodzinnego Koźminka do Wrocławia studiować anglistykę. Na przełomie 2010 i 2011 roku na jednym z koncertów hip-hopowych poznaje 25-letniego wówczas Dawida, z którym wkrótce wchodzi w związek.

Rodzice kupują Paulinie mieszkanie przy ul. Trzebnickiej, do którego wprowadza się razem z Dawidem. Był typem bad boya. Pochodził z niepełnej rodziny, handlował narkotykami, był też już karany: za oszustwo, paserstwo, przywłaszczenie i niepłacenie alimentów. Jak wynikło z późniejszych zeznań świadków, bywał agresywny i stosował wobec swoich partnerek przemoc.

– Miesiąc przed śmiercią, pamiętam to jak dziś, córka zadzwoniła, że ona ma dosyć, bo jego ciągle nie ma w domu, nie pracuje, ucieka do kolegów, żeruje na niej – wyznała Onetowi Pani Iwona.

Na kilka dni przed śmiercią Pauliny doszło między nią a Dawidem do mocnej awantury. On twierdził, że przyłapał ją pijaną na zdradzie, a ona zaś, że do niczego nie doszło. Według zeznań Dawida Z., wieczorem 23 września 2014, po przeprowadzeniu rozmowy na temat problemów w ich związku, podjęli decyzję o rozstaniu i poszli spać w osobnych pokojach.

Fot.: Archiwum prywatne

Kłamstwa

W tym miejscu przedstawione przez Dawida Z. kolejne wersje zdarzeń tracą wewnętrzną spójność i przestają pokrywać się z dowodami.

Według jego zeznań złożonych w toku postępowania karnego, w nocy z 23 na 24 września 2014 r. on i Paulina znajdowali się w osobnych pokojach. W pierwszym zeznaniu złożonym jeszcze w dniu śmierci, Dawid powiedział, że obudził go budzik. W kolejnym zaś twierdził z kolei, że było to uderzenie w ścianę z sąsiedniego pokoju, przez co udał się tam, gdzie nocowała Paulina. Znalazł ją leżącą na rozłożonym tapczanie, a z jej ust wydobywały się wydzieliny/wymioty o żółtym kolorze. O godz. 5:05, wezwał karetkę pogotowia i przystąpił do reanimacji według wskazówek dyspozytora.

W momencie przybycia karetki na miejsce zdarzenia Paulina już nie żyła. Na wszelki wypadek podjęto jednak trwającą 40-minut próbę reanimacji, po której stwierdzono zgon. W związku z zaistniałą sytuacją na miejsce zostali wezwani funkcjonariusze Policji oraz prokurator Marek Zieliński.

Prokurator Marek Zieliński, który przybył na miejsce nie zabezpieczył żadnego dowodu, żadnych śladów, natomiast w zarządzeniu o przeprowadzeniu sekcji zwłok wpisał, jako przyczynę zgonu „upojenie alkoholowe zgon we śnie”. Nie wiadomo, na jakiej podstawie „ustalił” taką przyczynę zgonu – opisali nam rodzice Pauliny.

O ile udało się potwierdzić, że Dawid faktycznie wezwał pogotowie o 5:05, to śledztwo wykazało również, że już o godzinie 3:29 wysłał do swojego ojca SMS o treści: „Odezwij się do mnie, Paulina nie żyje”. Skontaktował się wówczas też ze swoją kuzynką i siostrą z prośbą, by wraz z ojcem przyszły do mieszkania, co wkrótce nastąpiło. Prokuratura nie podjęła próby, aby ustalić, co działo się przez półtorej godziny pomiędzy telefonem na pogotowie, a SMS-em do ojca. Dawid zeznał, że reanimował Paulinę według instrukcji dyspozytora numeru 112, przeprowadzając masaż serca i sztuczne oddychanie. Rzekome wykonanie tego typu akcji wyklucza się jednak z pozostałą na ustach kobiety cieczą. Co więcej, wspomniany dyspozytor – przesłuchany po dwóch latach – zeznał, że żadnych instrukcji nie udzielał, bo dzwoniący mężczyzna opisał, że kobieta nie daje oznak życia. Kolejną nieścisłością pomiędzy zeznaniami Dawida Z., a zebranymi dowodami są wykonane przez policyjnych techników zdjęcia, na których tapczan jest złożony. Na facebookowym czacie z jedną z koleżanek Dawid opisał z kolei wersję, w której Paulina nagle upadła na ziemię, zalała się krwią i zmarła. Po śmierci Pauliny Dawid Z. unikał spotkań i rozmów z jej rodzicami, a na niewygodne pytania odpowiadał krzykami.

Nikt do tej pory nie potrafi wyjaśnić skąd w postanowieniu prokuratora pojawiła się teza o upojeniu alkoholowym i zgonie we śnie. Teza ta nie była poparta ani zeznaniem Dawida Z., ani zespołu pogotowia ratunkowego (w tym lekarza), czy przybyłych na miejsce policjantów. Woni alkoholu nie stwierdził także wykonujący sekcję zwłok dr Jerzy Kawecki, nie potwierdziły tego również badania laboratoryjne. A jednak to ta teza była jedyną przyjętą przez przez prokuraturę, mimo, że nie znajdowała ona poparcia ani w materiale dowodowym, ani w wynikach sekcji zwłok Pauliny.

Kroplówka

Duże wątpliwości rodziców dziewczyny wzbudził brak wykonania dogłębnych badań toksykologicznych, przez co bezpośrednia przyczyna zgonu została wykryta dopiero po wielu latach.

Na wykonanych podczas oględzin fotografiach ciała kobiety widać m.in. wkłucie po igle na prawej ręce (była praworęczna), a także liczne siniaki na klatce piersiowej, udach i w oczodołach, które – jak stwierdził medyk sądowy – powstały w akcie czynnym i częściowo biernym, co świadczy jednoznacznie, że Paulina została pobita. Ten fakt, podobnie jak wiele innych nie wzbudził zainteresowania śledczych. Na innym ze zdjęć widać natomiast stojącą na regale, opróżnioną niemal do końca butelkę kroplówki opisaną jako roztwór Sterofundin ISO 1000 ml. Oględziny zostały wykonane przez śledczych z rażącymi uchybieniami. Żadne ślady nie zostały zabezpieczone, a tajemnicza butelka w niewyjaśnionych do tej pory okolicznościach zniknęła z mieszkania. Nie ustalono, czy faktycznie znajdowała się w niej substancja z etykiety. Nie podjęto też próby wyjaśnienia jej pochodzenia, co było kluczowe, ponieważ był to preparat stosowany wyłącznie w lecznictwie zamkniętym (w szpitalach) i potwierdzono, że nie dysponowało nim przybyłe na miejsce pogotowie.

– Weszliśmy do mieszkania, a tam Dawid, jego siostra przyrodnia i kuzynka. Chodzili po mieszkaniu, sprzątali, zadeptywali ślady, których nikt nie zabezpieczył. Rzeczy córki nie oddano nam do tej pory. Okazało się, że bez naszej zgody zostały po prostu zutylizowane. Śledczy nie zabezpieczyli ubrania córki i nie pobrali z niego śladów, a mieszkanie stało otworem. Każdy mógł manipulować dowodami, biżuteria Pauliny zniknęła – wskazywali na zaniedbania rodzice kobiety w rozmowie z Onetem.

Fot.: Archiwum prywatne

Umorzenia

W czerwcu 2015 roku śledztwo w sprawie śmierci umorzono z powodu „braku danych dostatecznie uzasadniających podejrzenie popełnienia przestępstwa”. Po dopatrzeniu się wielu nieścisłości wrocławski sąd w styczniu 2016 r. jednak wznowił sprawę. Śledztwo zostało niestety po raz kolejny umorzone w czerwcu 2017 r. po ponownym uznaniu, że nie doszło do przestępstwa.

– Bardzo dużo pism kierowaliśmy do ministra Zbigniewa Ziobry. Wszystko trafiło do Prokuratury Krajowej, stamtąd do okręgowej we Wrocławiu i ostatecznie odpowiadała prokuratura rejonowa, która narobiła całego bałaganu – żalił się Onetowi Kazimierz Antczak, ojciec zmarłej kobiety.

Po dwukrotnym umorzeniu postępowań przez prokuraturę, rodzice Pauliny skierowali do sądu tzw. subsydiarny akt oskarżenia, w którym o śmierć ich córki oskarżyli Dawida. W maju 2022 został on uznany niewinnym, nie stawił się jednak w sądzie by ten wyrok usłyszeć. Mimo wielu niewyjaśnionych kwestii, a także pojawianiu się nowych okoliczności i dowodów istotnych dla sprawy, Sąd oddalał kolejne wnioski dowodowe składane przez oskarżycieli subsydiarnych na tej podstawie, iż były one składane rzekomo jedynie w celu przedłużeniu postępowania, a nadto były one spóźnione. Taka postawa Sądu I instancji nie dziwi, jeżeli zważy się, iż ww. dowody zmierzały do ustaleń sprzecznych z przyjętym na wstępie przez Sąd założeniem o niewinności oskarżonego. W konsekwencji, Sąd oparł zaskarżony wyrok na niekompletnym materiale dowodowym, jednocześnie nie dopuszczając do ustalenia rzeczywistej przyczyny śmierci Pauliny. W szczególności Sąd I instancji zaniechał ustalenia kluczowych dla sprawy okoliczności, tj.: ustalenia stężenia substancji toksycznych w zwłokach zmarłej w postaci n-etylohexedronu oraz escitalopramu ujawnionych w bloczkach parafinowych narządów pobranych w trakcie sekcji zwłok przeprowadzonej w roku 2014. Odmówiono też wykonania w tym celu ekshumacji oraz ponownej sekcji zwłok w celu wykazania, czy ww. ilość substancji mogła być dawką śmiertelną, pomimo iż na celowość przeprowadzenia tego dowodu wskazywali powołani w sprawie biegli sądowi z zakresu toksykologii oraz medycyny sądowej i to z tej jedynie przyczyny, iż biegli wskazywali na możliwość dokonania ww. ustaleń, nie zaś na pewność.

Trucizna

Ponieważ wielokrotne wnioski państwa Antczaków o ekshumację były konsekwentnie odrzucane przez Sąd, po wydaniu wyroku uniewinniającego, rodzice Pauliny w listopadzie 2022 chwycili się ostatniej szansy na wyjaśnienie sprawy i na własny koszt zlecili przeprowadzenie ekshumacji oraz zbadania szczątków córki.

Wykonane po ponad ośmiu latach po śmierci badanie wykazało zatrucie amiodaronem – silnym, podawanym dożylnie lekiem stosowanym na arytmię serca, na którą kobieta nigdy nie chorowała. Stężenie odkrytej w ciele kobiety substancji kilkuset procent przewyższało dopuszczalną dawkę tak, że jej ślady przesiąknęły nawet przez trumnę i dostały się do ziemi.

Nadzieja

Pomimo licznych pism kierowanych do Prokuratury Krajowej oraz Ministerstwa Sprawiedliwości, Państwo Antczakowie nie doczekali się dotąd ze strony tych instytucji żadnej pomocy. W sprawę zaangażowali się natomiast posłowie Piotr Kaleta, Jan Mosiński i Jan Dziedziczak oraz ministrowie Marlena Maląg i Michał Wójcik. Zdaniem rodziców Pauliny, bez wsparcia i pomocy organów nadzoru trudno będzie we wrocławskim sądzie doprowadzić do rzetelnego procesu, przeprowadzenia wnioskowanych przez nich dowodów, wyjaśnienia sprawy, a w rezultacie do wydania sprawiedliwego wyroku.

– Zależy nam na objęciu postępowania nadzorem ministerstwa, zmianie kwalifikacji czynu na zabójstwo oraz wyznaczeniu prokuratury, która w sposób rzetelny i obiektywny zajmie się sprawą. Wrocławski wymiar sprawiedliwości nie był i nie jest zainteresowany wyjaśnieniem okoliczności i przyczyną śmierci córki, a wręcz odwrotnie, robi wszystko, aby prawda nie wyszła na jaw. – podsumowała dotychczasowy przebieg sprawy matka Pauliny.

Podoba‚ Ci się materiał? Udostępnij go i komentuj - Twoja opinia jest dla nas bardzo ważna! Chcesz by podobnych materiałów powstawało jeszcze więcej?Wesprzyj nas!

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Informacje zwrotne w treści
Zobacz wszystkie komentarze

Najnowsze