reklama-SWWS
baner_AK
pekao_firmowe_012023_1200x200_

Ukraińcy boją się o swoich bliskich, którzy zostali w ojczyźnie

24.02.2022 r. godz. 4 rozpoczął się atak Rosji na Ukrainę. Słychać eksplozje w całym kraju, panuje panika i powszechna dezinformacja. Ludzie uciekają z miast albo chronią się w piwnicach przed agresorem. Co o operacji wojskowej Rosji mówią nam Ukraińcy, zamieszkujący nasze miasto?

To co się dzieje może być początkiem inwazji, o którym już nikt nie może powiedzieć, że to jeszcze nie jest prawdziwa inwazja, że Rosja nie odważyła się na przekroczenie czerwonych linii. To inwazja z atakami na miasta znajdujące się daleko od Donbasu. To inwazja w samym sercu kraju.

W związku z wiadomościami, które napływają do naszego kraju od wczesnych godzin porannych, nawiązaliśmy kontakt z Panią Anną Kovalenko – obywatelką Ukrainy oraz właścicielką kawiarni „Dobro&Dobro cafe”, znajdującej się przy ulicy Zamkowej 1 w Kaliszu.

W rozmowie podzieliła nasze obawy odnośnie dramatycznej sytuacji, która kreuje się na naszych oczach:

Sytuacja jest bardzo poważna, ponieważ nikt nie oczekiwał aż takiego rozwoju zdarzeń. Wszyscy moi bliscy w chwili obecnej przebywają na Ukrainie – mama, tata, siostra, babcia. Dziś rano, w odległości 30 km od mojego miasta rodzinnego, gdzie znajduje się część wojskowa również padły strzały. Obudził mnie telefon, w którym mama poinformowała mnie o tym, że dowiedziała się o bombardowaniu. Prawdopodobnie jeszcze nie ma ataku na ludność cywilną, ale na wszystkie wojskowe lotniska, miejsca, gdzie jest zbroja – tam już się zaczęło. Na razie najważniejszym jest zachowanie spokoju. Każdy żołnierz pełni służbę na swoim stanowisku, nie rzucają broni. Moja rodzina ma gdzie się ukryć, trzeba to wytrzymać niestety.

W nawiązaniu do przygotowywanych przez Miasto Kalisz schronów dla osób, które w wyniku wojny mogą szukać w naszym mieście azylu, zapytaliśmy o to, czy rodzina Pani Anny ma sposobność, by przedostać się tutaj i czy zamierzają podejmować kroki w tym kierunku:

Mój tato, podobnie jak i babcia są chorzy. Nikt z mojej rodziny nie chce wyjeżdżać i porzucać wszystkiego. Nie wiem co będzie dalej, każdy jest zszokowany i nie wie co dalej. Jestem cały czas na bieżąco, śledzę informacje również z prywatnych grup. Niektóre kadry, zdjęcia, nagrania – to nieprawdopodobne co się dzieje. Najważniejsze jest żeby świat teraz zdecydował o sankcjach i służył pomocą. Nie wiadomo co będzie dalej, na razie bronią, ale pytanie jak długo.

10333292_10204215858889492_8744522477402920515_o

O głos w sprawie poprosiliśmy również właścicielkę ormiańskiej restauracji „ARARAT”, znajdującej się przy ulicy Polnej 22A w  Kaliszu:

 Mamy rodziny, rodziców. Wszyscy na telefonie, ludzie na miejscu nie wiedzą jak mają się zachować, w bankach są ogromne kolejki, to samo tyczy się granic. Na całym terytorium Ukrainy strzelają – straszne.

Dzisiaj moja rodzina dzwoniła do poselstwa Ukrainy w Warszawie, na razie mówią, że granice są zamknięte, z dniem dzisiejszym wprowadzony został stan wojenny. Nie wiadomo jak będzie dalej, rodzice nie mają już siły, nie chcą opuszczać miejsca w którym spędzili całe życie. Ludzie młodsi myślą o małych dzieciach i o tym żeby zapewnić im bezpieczeństwo i bezpieczne warunki, oni są skorzy do opuszczenia kraju. Wszystko śledzimy na bieżąco. Mamy nadzieję, że będzie dobrze, że wojska wystąpią, nasz prezydent, Europa, NATO przyniosą za sobą odpowiednią pomoc. To stało się tak szybko, w ciągu jednego, dwóch dni, nikt nie był na to przygotowany. Nie tylko Ukraina znajduje się teraz w niebezpieczeństwie.

271872600_456541132606927_3868452032146906482_n

O komentarz w sprawie poprosiliśmy również pracowniczkę jednej z podkaliskich firm transportowych, zatrudniających głównie
obywateli Ukrainy:

Jest to dla nas bardzo ciężka sytuacja, ze swojej strony staramy się nieść wsparcie współpracownikom. Niektórzy z nich mają wolne i obecnie znajdują się na Ukrainie, zaś pozostali deklarują chęć powrotu do ojczystego kraju. Wynika to z faktu, iż znaczna część osób zatrudnionych to mężczyźni, na których w domu czekają rodziny wraz z dziećmi, a sprowadzenie ich do Polski mogłoby być utrudnione, chociażby przez wzgląd na fakt, że dzieci nie posiadają jeszcze paszportów.

Kobieta poinformowała również o tym, że kontaktowała się ze Strażą Graniczną, a z informacji, jakie udało jej się uzyskać wynika, iż na granicy tworzy się już kilkudziesięcio-kilometrowa kolejka osób chcących jak najszybciej wydostać się z zagrożonej Ukrainy.

Proboszcz: ks. prot. Mirosław Antosiuk  podkreślił w rozmowie, że nie zabiera żadnego stanowiska. Jak sam twierdzi jest to bardzo boląca sytuacja, w której „brat na brata rękę podnosi”.

Jako redakcja pragniemy zwrócić się do naszych czytelników z prośbą o wsparcie obywateli Ukrainy, przebywających w naszym mieście.
Dla nas – Polaków jest to trudna sytuacja, niewyobrażalnym jest to, co czuć w tym momencie muszą nasi sąsiedzi. Nie pozostawajmy obojętni. Okażmy wsparcie braciom.  

fot.: pixabay, fb: „ARARAT”, Anna Kovalenko

Podoba‚ Ci się materiał? Udostępnij go i komentuj - Twoja opinia jest dla nas bardzo ważna! Chcesz by podobnych materiałów powstawało jeszcze więcej?Wesprzyj nas!

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Informacje zwrotne w treści
Zobacz wszystkie komentarze

Najnowsze