Andrzej Pichet: W polityce nie można być singlem, trzeba działać w zespole ludzi, którzy mają wspólne cele

Z Andrzejem Pichetem, radnym Sejmiku Województwa Wielkopolskiego, reprezentującym klub Koalicji Obywatelskiej, rozmawialiśmy m.in. o tym, jak można zatrzymać rosnące ceny za odpady komunalne, co uważa za swój największy sukces w pracy w Sejmiku oraz o planach i oczekiwaniach na przyszłość. Nasz gość zdradził nam również, czy lubi kolor żółty i co zbudowano na szczycie jednej z duńskich spalarni śmieci? Zapraszamy do lektury wywiadu!

Mateusz Walczak: Panie Radny, w 2018 roku postanowił Pan ubiegać się o funkcję radnego w wyborach do Sejmiku Województwa Wielkopolskiego. Mimo trzeciej pozycji na liście Koalicji Obywatelskiej, uzyskał Pan 3640 głosów i dzięki temu – mandat radnego. Czy dziś podjąłby Pan taką samą decyzję? Jak się Pan odnajduje w roli radnego wojewódzkiego na półmetku kadencji? 

Andrzej Pichet: Powiem Panu, że nawet jadąc na nasze dzisiejsze spotkanie przypomniałem sobie ten moment, kiedy podjąłem decyzję na  „tak” – iż, będę startował na radnego Sejmiku. Był to element pewnej układanki w ramach współpracy Koalicji Obywatelskiej. Pomyślałem wtedy: dlaczego nie spróbować?

Rok 2018 był trudnym czasem, ale też wiedzieliśmy, że nasze środowisko, złożone z Platformy Obywatelskiej, .Nowoczesnej i kilku innych inicjatyw jest w stanie wywalczyć dwa mandaty z tego okręgu. I nawet startując z trzeciego miejsca mogłem powalczyć. I udało się! Przede wszystkim dzięki ciężkiej pracy w kampanii, pomocy mojego „prywatnego” sztabu doradców, mając okrojony budżet, ściśle określony przez przepisy prawa, tytaniczną pracę włożyliśmy w działalność między innymi na Facebooku i innych mediach wokół z próbą dotarcia z naszym przekazem do konkretnego odbiorcy, „stargetowanego” odbiorcy. Wykorzystaliśmy tutaj doświadczenie ze szkoleń z amerykańskimi doradcami podczas kampanii Nowoczesnej do Sejmu.

Przez 8 lat pracowałem w Urzędzie Gminy Przygodzice i w tej gminie uzyskałem 40 % wszystkich moich głosów. Podsumowując: to była bardzo dobra decyzja, a dzięki sprawowaniu funkcji radnego Sejmiku Województwa Wielkopolskiego poszerzyłem swoją wiedzę na temat samorządu, jego funkcjonowania i finansowania zadań publicznych.

Co było największym Pana sukcesem przez dotychczasowe 2,5 roku kadencji? I co jest wciąż największym wyzwaniem na czas pozostały do kolejnych wyborów? 

Moim mottem-celem, gdy szedłem do samorządu województwa, był program wsparcia zapłodnienia metodą in vitro. Po wyborach w Sejmiku zebrała się grupa radnych, głównie z pokolenia 40-latków, którzy chcieli taki program uruchomić. W tej grupie ważną rolę odegrała radna Marta Dzikowska, która nas zainspirowała do tego działania, a także członek zarządu województwa Pani Marszałek Paulina Stochniałek, odpowiedzialna za kwestie zdrowotne w urzędzie marszałkowskim. Udało się, dzięki akceptacji Pana Marszałka Marka Woźniaka, stworzyć taki program dla Wielkopolan, a pomogły mi w tym doświadczenia z Ostrowa Wielkopolskiego, w którym to podjęliśmy analogiczne działania. Z budżetu województwa wyasygnowano na ten cel 1 mln zł – i to nie jest ostatnie słowo, bo w tej chwili pracujemy nad rozszerzeniem tego programu. Szczegóły udostępnimy wkrótce.

Jednym z moich celów była i jest działalność na rzecz ochrony środowiska i edukacja ekologiczna mieszkańców. Choć nadal jest tu dużo do zrobienia, to dotychczas udało nam się uchwalić i aktualizować m.in. uchwały antysmogowe czy WPGO, czyli Plan Gospodarki Odpadami dla Województwa Wielkopolskiego, co uważam za duży sukces. Uczestniczyłem bardzo aktywnie w pracach nad WPGO i mogłem pomóc w tych działaniach, dzięki mojemu 8-letniemu doświadczeniu w tym obszarze na szczeblu gminy oraz jako trener szkoleniowiec z zakresu gospodarki komunalnej na rzecz wielu gmin.

Marzy mi się taki program, w ramach którego w każdej placówce edukacyjnej takie jak szkoły, przedszkola zamontowane byłyby czujniki jakości powietrza. Pierwsze rozmowy w tej sprawie zostały już przeprowadzone, być może taki program uda się zrealizować jeszcze w tej kadencji, choć wszystko uzależnione jest od finansów. 

Jak wygląda Pana aktualna przynależność partyjna? We wspomnianych wyborach reprezentował Pan środowisko .Nowoczesnej, ale w ubiegłym roku doszło do sporu w wielkopolskich strukturach tej partii. Czy możemy poznać szczegóły tej sprawy? 

Jestem już byłym członkiem partii .Nowoczesna, z której odszedłem w czerwcu zeszłego roku razem z czwórką sejmikowych radnych. Powodem był nasz konflikt z przewodniczącym partii, posłem Adamem Szłapką, dotyczący Katarzyny Kierzek-Koperskiej, byłej wiceprezydent Poznania, a także braku wsparcia partii dla naszych działań w Sejmiku. Ale w tym momencie nie ma to większego znaczenia, ponieważ wstąpiłem do Platformy Obywatelskiej, pozostając w ramach Koalicji Obywatelskiej. W polityce nie można być singlem, trzeba działać w zespole ludzi, którzy mają wspólne cele. Jestem w pełni świadomy tego, że PO ma za sobą balast w postaci władzy, którą wcześniej sprawowała w latach 2007-2015, ale dla mnie najważniejsze jest to, że w Platformie nie brakuje merytorycznych osób, z którymi można realizować ciekawe pomysły i nie brak nam energii, aby działać.

W sejmiku zajmuje się Pan głównie zagadnieniami związanymi z ochroną środowiska oraz gospodarką odpadami. Mieszkańcy naszego regionu poczuli w ostatnim czasie znaczące wzrosty cen za odbiór śmieci, o czym pisaliśmy w obszernej analizie na naszym portalu. Czy te podwyżki można zatrzymać? Jak możemy wspólnie zadbać o środowisko? 

Ze śmieciami jest trochę jak z piłką nożną: każdy się na tym zna, każdy ma jakiś pomysł na rozwiązanie problemów z tym związanych, ale nikt nie potrafi ich wdrożyć.

Jestem autorem stanowiska Sejmiku, który wysłaliśmy do rządu i parlamentarzystów, gdzie zwracamy uwagę, w jaki sposób ten wzrost cen zatrzymać, np. wprowadzając rozszerzoną odpowiedzialność producencką, znakowanie odpadów, by zmniejszyć liczbę odpadów zmieszanych, a także postulujemy zawieszenie opłaty środowiskowej (tzw. opłaty marszałkowskiej) czy czasowe składowanie frakcji palnej.

Jednak w mojej ocenie największym błędem jest wyłączenie z gospodarki obiegu zamkniętego (GOZ) instalacji termicznego przetwarzania odpadów. Obecnie jest to na szczęście korygowane na poziomie przepisów. Przy tworzeniu wspomnianego już Wielkopolskiego Planu Gospodarki Odpadami okazało się, że złożono wnioski o wpisanie do Planu Inwestycyjnego, będącego załącznikiem do WPGO kilkunastu spalarni odpadów, a dokładnie frakcji palnej (RDF, czy preRDR) z terenu województwa (np. Ostrów Wielkopolski, Jarocin czy Ostrzeszów) Wiele samorządów jest gotowych do posiadania swojej instalacji termicznej. To nie są duże spalarnie, każda z nich obsługuje ok. 30-40 tys. ton. Są to niezbędne elementy całego łańcucha gospodarki odpadami. Zakaz składowania frakcji palnej spowodował, że pojawiła się nadwyżka, a jej jedynym odbiorcą były i są cementownie, które regulują ten rynek. Kiedyś te podmioty odbierając od firm wywozowych odpady, płaciły im za możliwość odbioru tych odpadów, a teraz jest odwrotnie, bo to instalacje (a pośrednio każdy z nas) płaci cementowniom za możliwość spalenia tej nadwyżki przez to ich cena wynosi nawet 500-700 zł za tonę. Aktualnie rynek termicznego spalania jest za mały na to, aby przetworzyć wszystkie „zbędne” odpady, również przez limity, a produkujemy odpady w coraz większej ilości.

Z drugiej strony, patrząc oczami samorządowca na system gospodarki odpadami, często było tak, że włodarze gmin i miast myśleli tak: „zamknę oczy, jakoś to będzie, byle ta opłata dla mieszkańców nie była zbyt wysoka”. Tak naprawdę dzisiaj opłata wynosząca około 28-35 zł za osobę jest mniej więcej adekwatną ceną wobec kosztów ponoszonych za odbiór i zagospodarowanie tych odpadów. Wydaje mi się, że opłata niższa niż 20 zł za osobę jest wręcz nieosiągalna i przekłada się na jakość takiej usługi (np. rzadszy odbiór śmieci) lub niezgodne z prawem dotowanie kosztów przez samorząd. Myślę, że ostatni rok był czasem, gdy ten system się ewaluował, co potwierdzają moje rozmowy fachowcami z tej branży, również z ministerstwami odpowiadającymi za ochronę środowiska.

Osobiście byłem w kilku takich spalarniach odpadów, gdzie pracownicy chodzą tam jedynie w kitlach. Ludzi trzeba edukować w tym zakresie, iż kontrolowana termiczna obróbka odpadów jest w pełni bezpieczna dla mieszkańców i środowiska naturalnego. Dla przykładu w Danii potrafią wybudować spalarnie w centrum miasta, a na jej szczycie zainstalowany jest… stok narciarski! Owszem, na samym początku jest specyficzny zapach, ale tylko w momencie wejścia do spalarni. Potem jest to nie wyczuwalne. Korzyści jest wiele: odzysk ciepła, odzysk energii i zero składowania odpadów. Ewentualnie pozostają odpady niebezpieczne, których nie można spalić, ale są składowane w dawnych kopalniach soli, czekając na moment, gdy technologie pozwolą na ich wykorzystanie lub przetworzenie.

W takim razie spalarnie odpadów to nasza przyszłość?

Spalarnie odpadów nie są antidotum, ale to ważne uzupełnienie systemu [gospodarki odpadami]. Błędnie założono, że tylko segregacja rozwiąże problemy ze śmieciami. Niestety, my nie potrafimy dobrze segregować odpadów. W tzw. żółtym worku jest wiele typów odpadów: metal, plastik, trochę papieru. Produkty te przetworzone raz tracą swoje funkcje fizyko-chemiczne, ponieważ nie jest to „czysty” odpad. Tak samo jest z papierem. Z tymi produktami lepiej zrobić coś innego niż składowanie, czyli spalić i odzyskać energie, a dzięki temu wydobyć mniej gazu czy węgla. Nie mamy też wtedy problemu ze składowaniem tych problematycznych odpadów. Uważam, że trzeba więcej słuchać fachowców niż populistycznych haseł, że „musi być tanio”.

Poruszył Pan sprawę ograniczenia, a docelowo zaprzestania ogrzewania węglem. Co dzieje się na szczeblu samorządu wojewódzkiego na rzecz promowania czystego powietrza i ograniczenia źródeł energii, które nie są ekologiczne? 

Rządowy Program „Czyste powietrze” ewaluował – pamiętam jego początki, jeszcze gdy pracowałem w Urzędzie Gminy Przygodzice, to wniosek i procedura były bardzo skomplikowane. Planowano zrzucić ten obowiązek na gminy, a samorządy nie miały na ten cel środków i odpowiednio wykształconej kadry. W tej chwili jest inaczej, bo za złożony wniosek do właściwego Funduszu gmina otrzymuje pieniądze i to jest zdecydowanie lepsza droga. Jeśli chcemy iść bez rządowego dofinansowania, to samorządy sobie nie poradzą. Poza tym, co z tego, że np. Kalisz będzie wymieniał kilkaset „kopciuchów” rocznie, jeśli podkaliskie gminy tego nie zrobią? Nie da się zamknąć powietrza w granicach administracyjnych miast czy gmin. Dlatego wszystkie tego typu akcje muszą być skoordynowane. „Czyste powietrze” jest programem potrzebnym i na pewno trzeba go ułatwiać. Dodatkowo wiele wielkopolskich gmin dostało dofinansowania z urzędu marszałkowskiego na montaż instalacji fotowoltaicznych, na instalacje solarne i pompy ciepła. To też z biegiem czasu przyniesie wymierne korzyści. W miastach, gdzie występują „ciepliki” trzeba je modernizować, tworzyć miejskie instalacje cieplne w postaci klastrów energetycznych. Trzeba wykorzystywać wszystkie możliwości pozyskania środkówna „zielone inwestycje”, by osiągnąć główny cel, jakim bez wątpienia jest ochrona środowiska naturalnego, a szczególnie czystego powietrza.

Wróćmy na lokalne podwórko. Rok temu zmienił Pan gminę Przygodzice na Nowe Skalmierzyce, a dotychczasową pracę w urzędzie – na stanowisko dyrektora w skalmierzyckiej spółce komunalnejWielobranżowe Przedsiębiorstwo Komunalne (WPK) Sp. z o. o. Jak Pan ocenia zmianę pracy z perspektywy minionego roku? 

Bardzo dobrze! Gdy człowiek chce się rozwijać, to musi wyznaczać nowe cele i szukać ambitniejszych obowiązków. Świadomie rzuciłem się na głęboką wodę, gdzie dodatkowo zarządzam grupą ludzi i angażuję się w nowe, inne, dotąd nieznane mi tematy. Nie żałuję tej decyzji także z punktu widzenia rozwoju osobistego. W Nowych Skalmierzycach mam też bardzo duże wsparcie ze strony burmistrza Jerzego Łukasza Walczaka i jego zastępczyni Agnieszki Sipki, za co im serdecznie dziękuję. Jestem z Nimi w stałym kontakcie, gdzie wymieniamy się wnioskami czy doświadczeniami.

Jakie nowe wyzwania ma jeszcze przed sobą WPK? 

WPK jest spółką nieco inną niż podobne działające w dużych miastach. Równocześnie zajmujemy się m.in. dostarczaniem wody i oczyszczaniem ścieków, w ramach procedury in-house spółka odbiera odpady od mieszkańców. Opiekujemy się również budynkiem socjalnym, składowiskiem odpadów w Psarach, targowiskiem miejskim czy szaletem. Naprawdę jest to przedsiębiorstwo „wielobranżowe”, a w większych miastach poszczególne gałęzie gospodarki komunalnej przypadają na poszczególne spółki. Specyfiką gmin wiejsko-miejskiej jest to, by utworzyć jedną, a nie kilka spółek. Aktualnie przygotowujemy nowe stawki taryfy wodno-ściekowej. Cały czas pracujemy nad tworzeniem nowej sieci wodno-kanalizacyjnej i wymianę tej przestarzałej. Planujemy inwestycję w sprzęt do obsługi zadań, także pracy nam nie brakuje!

Z perspektywy skalmierzyckiej, ale i radnego wojewódzkiego obserwuje Pan sytuację w Kaliszu. Tym bardziej, że nierzadko decyzje tu podejmowane mają wpływ na rozwój całego subregionu kaliskiego. Jak Pan zapatruje się z jednej strony na posunięcia prezydenta Krystiana Kinastowskiego, a z drugiej, co Pan sądzi o wystąpieniu czworo kaliskich radnych z 8-osobowego dotąd klubu KO i utworzeniu przez nich nowego klubu „Dialog dla Kalisza”? 

Zacznijmy od kwestii makro, od relacji kalisko-ostrowskich lub spojrzenia na to z perspektywy Sejmiku. Różnimy się przede wszystkim w sprawie przebiegu obwodnicy w ciągu drogi krajowej nr 25. Jestem zdecydowanym zwolennikiem opcji proponowanej przez burmistrza Nowych Skalmierzyc, Jerzego Ł. Walczaka, gdyż jest to najlepsze rozwiązanie, wykorzystujące obecne drogi, a w mojej ocenie to wariant bardzo korzystny zarówno dla Kalisza, jak i dla mieszkańców okolicznych miejscowości, producentów rolnych oraz przedsiębiorców z obu gmin. Tym się między innymi różnimy z prezydentem Krystianem Kinastowskim. Inna sprawa, to odrzucenie przez kaliskich radnych apelu w sprawie zwiększenia alokacji środków unijnych dla Wielkopolski w perspektywie finansowej 2021-2027.Jako Sejmik daliśmy jednoznaczny sygnał, że trzeba mówić jednym głosem, ponad podziałami partyjnymi. Za tą uchwałą głosowali zarówno radni koalicji rządzącej (PO-PSL-SLD), ale także opozycyjni radni PiS! Apelowaliśmy, że 44 % środków w porównaniu do środków z unijnej perspektywy finansowej na lata 2014-2020 zdecydowanie uderzy we wszystkich mieszkańców Wielkopolski, z każdej części województwa. Dlatego dziwię się kaliskim radnym, bo nie do końca zrozumieli, za czym głosują. Z jednej strony prezydent wydaje oświadczenie, że popiera te starania, a z drugiej radni związani z jego obozem nie chcą poprzeć wspólnego apelu Rady Miasta Kalisza. Nie rozumiem tego dwugłosu, tym bardziej, iż, mimo że Wielkopolska się rozwija bardzo stabilnie, to jest wiele jeszcze do zrobienia.

Kolejne zagadnienie kalisko-ostrowskie to proponowany przebieg Kolei dużych prędkości, w którym to niepotrzebnie eskalujemy ten problem na zewnątrz. Powinniśmy usiąść, rozmawiać i wypracować wspólne stanowisko, jako Kalisz i Ostrów Wielkopolski (Aglomeracja Kalisko-Ostrowska), wraz z okolicznymi gminami, bez kamer telewizyjnych, bo to jest w interesie całej południowej Wielkopolski. Wierzmy, że w ramach Zintegrowanych Inwestycji Terytorialnych w ramach południowej Wielkopolski nadal będziemy mogli dzielić środki dla strategicznych inwestycji w naszej części regionu. I jest to w tym momencie priorytet. Wiadomo, że każdy włodarz będzie pilnował interesów swoich mieszkańców i swojego samorządu, ale rozmowa między włodarzami i wypracowanie wspólnych stanowisk jest najważniejsze i absolutnie niezbędne.

W sprawie rozłamu wśród kaliskich radnych KO powiem tak: widocznie coś nie zagrało. Z Barbarą Oliwiecką czy Piotrem Mrozińskim, byliśmy jednymi z pierwszych, którzy budowali struktury .Nowoczesnej w naszym regionie. Dla mnie w tym momencie to nie jest najlepsze rozwiązanie, że jako członkowie KO się dzielimy. Ja, choć zmieniłem partię, to pozostałem w strukturach KO. A myślę, że dla tej czwórki radnych, którzy stworzyli klub „Dialog dla Kalisza”, odejście z KO nie jest ostatnim posunięciem politycznym. I choć siedzimy na żółtych fotelach, powiem tylko tyle: nie zawsze żółty jest ładnym kolorem. 

Pisząc o odejściu z Przygodzic pisał Pan o powrocie do urzędu w innej roli. Czy to zapowiedź startu w zbliżających się wyborach samorządowych na wójta tej gminy? 

Każdego tygodnia mieszkańcy dzwonią do mnie w różnych sprawach i jest mi bardzo miło, że mnie dobrze pamiętają i zachęcają do powrotu. Nawet dziś odbyłem dwie takie rozmowy. A kontekst tego zdania, o którym Pan mówi, niech na razie pozostanie tajemnicą. Bez względu, jaką decyzję podejmę, to przede wszystkim, jako pierwsza dowie się moja rodzina i moi najbliżsi współpracownicy, którzy mnie wspierają. Poza tym przede mną spore wyzwania zawodowe. Jednocześnie przechodząc do Nowych Skalmierzyc, umówiłem się z burmistrzem J. Ł. Walczakiem na podjęcie pewnych działań i zakres współpracy, aby jak najwięcej skorzystała gmina Nowe Skalmierzyce. Czas pokaże, bo do wyborów pozostało jeszcze2,5 roku.

Z jednej strony Przygodzice, z drugiej Nowe Skalmierzyce. Poza tym jest Pan radnym sejmiku. Co dalej? 

Tak jak powiedziałem wcześniej – najbliższe dwa i pół roku to czas na podjęcie decyzji. Myślę, iż koniec tego roku wiele wyjaśni. Zapewniam, iż mam mnóstwo energii do działania, także damy radę. Natomiast w Sejmiku pracuje mi się bardzo dobrze. Pracuję w czterech komisjach sejmikowych. 3/4Radnych w Sejmiku to debiutanci, którzy choć pełnią tę funkcję po raz pierwszy, to jednak nie są osobami przypadkowymi: to wyżsi urzędnicy czy przedsiębiorcy z wieloletnim stażem, prawnicy, wykładowcy. Natomiast niesamowitą charyzmą zaraził nas marszałek Marek Woźniak. Nie spotkałem dotychczas na swojej drodze tak doświadczonego i merytorycznego samorządowca. Swoje plany mam z tyłu głowy, ale będę je odpowiednio dozował (śmiech).

Wspomniał Pan o dobrej współpracy między radnymi wojewódzkimi. Czy dzięki dobrej atmosferze oraz korzystając z faktu, że reprezentuje Pan rządzącą koalicję jest Pan w stanie przekonać koleżanki i kolegów radnych do ważnych inwestycji dla południowej Wielkopolski? Jakie plany inwestycyjne mogą być zrealizowane w Kaliszu i okolicach? 

Plany będziemy układać wtedy, gdy będziemy wiedzieć, o jakich pieniądzach rozmawiamy. Kończymy poprzednią perspektywę finansową i walczymy o większe środki dla Wielkopolski w nowym budżecie. Na komisji Strategii i Rozwoju rozmawiamy bardzo dużo o tym, ale wciąż nie znamy wszystkich szczegółów. Niepokoją mnie jednak informacje, że np. grozi nam odebranie środków przeznaczonych na Program Rozwoju Obszarów Wiejskich. Środki z PROW są niezwykle ważne dla terenów podmiejskich i wiejskich, a te niewielkie dotacje pobudzają życie społeczne. Jeśli nie będziemy mogli liczyć na dofinansowanie w ramach PROW, to będziemy zmuszeni wyodrębnić je z innych zasobów budżetu województwa.

Chciałbym też podkreślić, że na ten moment realizowane są ważne inwestycje w Kaliszu, takie jak pierwszy etap remontu drogi wojewódzkiej nr 450 czy modernizacja Muzeum Okręgowego Ziemi Kaliskiej. Dobrze działa kaliski Teatr. Cały czas inwestujemy w kaliski szpital, który jest nasza jednostką. Natomiast priorytetem dla całej Wielkopolski jest dokończenie szpitala pediatrycznego w Poznaniu. Inwestycja ta jest niezagrożona. Gdy tylko ta budowa dobiegnie końca, to będziemy mieli mieć szpital XXII wieku, dostępny dla pacjentów z całej Wielkopolski. Cały czas modernizujemy tabor kolejowy w ramach Kolei Wielkopolskich.

Podsumowując, mówienie dziś o czymkolwiek bez podstawy finansowej, to pisanie palcem po wodzie. To nie jest w moim stylu, więc poczekajmy na informacje dotyczące perspektyw finansowych dla Wielkopolski na najbliższe lata.

Jedocześnie chciałbym uspokoić mieszkańców Kalisza i powiatu kaliskiego i nie tylko, mimo iż jestem mieszkańcem powiatu ostrowskiego, to całym sercem wspieram całą południową Wielkopolskę i zawsze można się do mnie zwrócić np. poprzez fanpage na FB, Instagrama czy maila.

Trzymamy kciuki, by udało się wywalczyć większe środki dla Wielkopolski. Życzymy też sobie i naszym Czytelnikom, by jak największa ich część trafiła na południe województwa. Na koniec zapytam, tak jak w tytule naszej obszernej analizy: czy z Poznania widać Kalisz? 

Z Poznania widać Kalisz i subregion kaliski, a także wszystkie problemy związane z tymi terenami. Nie znając specyfiki budżetu, łatwo można błędnie wyrokować. Podkreślam, że środki przeznaczone na strategiczne inwestycje w Wielkopolsce są dzielone konkursowo i o jasnych merytorycznych zasadach – to nie jest fundusz inwestycji lokalnych, gdzie środki są przekazywane tam, gdzie jest włodarz przyjazny rządowym władzom. W wyniku takich decyzji psujemy samorządność. Samorząd Województwa czy np. miasto Poznań nie dostało złotówki. Dlaczego? W mojej ocenie z powodu zastosowanego klucza politycznego.

Mam nadzieję, że sytuacja ta się zmieni już w kolejnych wyborach. Na koniec wszystkim serdecznie życzę zdrowia, mniej stresu związanego z pandemią i szybkiego powrotu do normalności i do zobaczenia na samorządowym szlaku.

Dziękuję za rozmowę.

Podobał Ci się materiał? Udostępnij go i komentuj - Twoja opinia jest dla nas bardzo ważna!
Chcesz by podobnych materiałów powstawało jeszcze więcej? Wesprzyj nas!

Share on facebook
Share on twitter
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Informacje zwrotne w treści
Zobacz wszystkie komentarze

Newsletter

Bądź na bieżąco z najnowszymi aktualnościami!

WESPRZYJ NAS!

Każda latarnia potrzebuje mocy, aby oświetlać to, co ukryte. Dołącz do Klubu Mocodawców Latarnika Kaliskiego i wspieraj naszą działalność!

Kliknij w odpowiednią “cegiełkę” i sprawdź, jakie benefity dla Ciebie przygotowaliśmy!

Najchętniej czytane

PODCASTY & VIDEO

REKLAMA

#Twitter