Ucieczka od chaosu – co jest nie tak z kaliską przestrzenią?

Co sprawia, że czujemy się dobrze w danej okolicy? Ostatnimi czasy, ze względu na prace nad uchwałą krajobrazową, większą uwagę w naszym mieście zaczęto poświęcać zagadnieniu chaosu przestrzennego, w tym przypadku dokładniej - reklamowego. Warto jednak zdawać sobie sprawę, że na nasz odbiór przestrzeni wpływa nie tylko wygląd elewacji, detalu, czy nawet stan zachowania budynków, ale także ogromna różnorodność brył oraz ich rozplanowania względem siebie. To właśnie te aspekty mogą sprawić, że w danej przestrzeni będziemy czuć się dobrze lub też źle, nie chcąc do niej wracać, pragnąc uciekać do bardziej estetycznych, uporządkowanych miejsc. Szukając więc odpowiedzi na pytanie dlaczego tak wiele osób z Kalisza wyjeżdża i jak uczynić miasto bardziej przyjaznym do życia, warto przeanalizować zagadnienie ładu urbanistycznego w mieście. Jakie elementy kaliskiej przestrzeni wpływają negatywnie na nasze samopoczucie?

Chaos brył budynków przy ulicy Złotej, fot. własna

Skupmy się na obszarze obejmującym fragment centrum Kalisza, graniczącym od północnego zachodu zespołem Starego Miasta, a składającym się z ulic: Babina, Ciasnej, Złotej, Wodnej, Chopina, Piskorzewie i Alei Wojska Polskiego. Z jednej strony jest to dzielnica ściśle przylegająca do zabytkowej starówki, obfitująca w obiekty o funkcjach usługowych (zarówno niewielkie lokale handlowe jak i znacznej kubatury Galerię Tęcza) oraz mieszkalnych (wśród dużej ilości kamienic zdarzają się też plomby czy powojenne bloki). Niejednorodny charakter zapewnia jej również przemysłowe pochodzenie wielu działek, wywodzące się z obecności takich zakładów, jak m.in. Fabryka Fortepianów “Calisia” czy Fabryka Wyrobów Runowych “Runotex”. Podobny styk tak wielu różnorodnych elementów wyzwolić może zarówno ogromny potencjał do rozwoju, jak i, niestety, do tworzenia się chaosu, który niejednokrotnie owemu rozwojowi przeszkadza. Z tego powodu dzielnica ta w świetny sposób może pomóc zilustrować jak poszczególne elementy architektoniczne i urbanistyczne potrafią powodować dyskomfort zniechęcający nas do danej przestrzeni. Jakie elementy chaosu odnajdziemy w omawianej okolicy?

Fragment śródmieścia Kalisza, wydruk z geoportalu krajowego

Punkty, linie i płaszczyzny

Od czego zależy czy daną okolicę odbierać będziemy jako nieprzyjemną i chaotyczną czy uporządkowaną i komfortową? Zacznijmy od podstaw. Na nasze postrzeganie przestrzeni składa się percepcja linii, płaszczyzn i punktów. Płaszczyzny i ograniczające je linie prowadzą nasz wzrok, aby finalnie zatrzymać go na innym elemencie lub uciec w dal, w stronę horyzontu. Mogą robić to w sposób harmonijny, utrzymując pewien zadany rytm i podążając za zasadą nadaną mu przez projektanta (lub przez naturę). Linie mogą jednak też przebiegać niespokojnie, niepokojąco, mieszając różne kierunki, uskakując bez uprzedzenia, wprowadzając naszą percepcję w stan zmęczenia, zagubienia czy rozdrażnienia.

Niejednorodne linie dachów i zabudowy, źródło: Google Earth, opracowanie własne

Tak dzieje się na przykład wzdłuż południowej pierzei kaliskiej ulicy Wodnej. Zwróćmy uwagę na wysokości sąsiadujących z rzeką kamienic i linie ich dachów, gdzie z niskich, dwukondygnacyjnych budynków w środku wyrasta nagle czteropiętrowy. Nie inaczej dzieje się zaraz obok – wzdłuż ulicy Babina wysokości budynków także nie przystają do siebie. Sąsiednim ciągom budynków również daleko do spójności – tak jak pasom przy ulicy Ciasnej, gdzie kamienice posiadają niejednorodne wysokości, a i nowsza szkoła nie nawiązuje wysokością do okolicznych kubatur. Jeszcze większy bałagan tworzy się na skrzyżowaniu Wodnej z ulicą Chopina, gdzie pojawiają się dodatkowo wolnostojące, współczesne obiekty, okalane przez puste wyrwy przynależących do nich parkingów, kontrastując jednocześnie ze stosunkowo wysoką i spokojną pierzeją dawnego Runotexu.

Dobudówki

Z czego wynikają dziwne, nieprzewidywalne uskoki czy dysharmonie? Najczęściej z braku odpowiedniej kontroli i regulacji. Przestrzeń tworzona spontanicznie, bez planu czy ograniczeń obfituje w zjawiska, które niejednokrotnie jej szkodzą. Jedno z takich zjawisk stanowią wyrastające przy rozmaitego typu obiektach, zupełnie nieprzystające do nich dobudówki. Niczym drzewne huby lgną one do ścian budynków,, chowając w sobie np. garaże czy różnorodne funkcje usługowe. Stało się tak na przykład w mieszczącym restaurację budynku przy ul. Chopina, którego szara, prostopadłościenna bryła w żaden sposób nie przystaje do kamienicy, do której została przyklejona. Linie dachów, gzymsów, drzwi i okien w żaden sposób nie pasują do siebie. Słowem: bryła ta jest tutaj zupełnie przypadkowa.

Szara dobudówka nieprzystająca kompozycyjnie do kamienicy, fot. własna

Nie inaczej dzieje się w przypadku obiektu, który przycupnął po drugiej stronie omawianego wcześniej pasa przy ul. Wodnej. Jak widać na fotografii, wtórnie dodana część wydaje się nie mieć nic wspólnego z wyższymi obiektami po lewej stronie – skrajnie różny jest charakter budynku, jego wysokość, czy cofnięta w głąb linia zabudowy.

Niska część budynku o odmiennym charakterze, fot. własna

Podobne zabiegi nie są jedynie efektem współczesnych działań – widać to na przykładzie ulicy Ciasnej, gdzie czteropiętrowe kamienice przechodzą bez uprzedzenia w budynek dwupiętrowy, na tym jednak zaskoczenia się nie kończą, bo kilkadziesiąt metrów dalej ku ulicy Wodnej wychodzi już kolejny, parterowy budynek z poddaszem.

Kamienice w jednej pierzei różniące się od siebie wysokością, fot. własna

Ucięte pierzeje kamienic

Na bałagan w przestrzeni miejskiej składają się też inne przekształcenia istniejących budynków – działania (najczęściej były to zniszczenia wojenne), które sprawiły, że jednorodne niegdyś ciągi kamienic zostały pokawałkowane, pozostawiając po sobie ucięte, puste ściany szczytowe czy nawet pojedyncze budynki, wyrastające raptem na środku płaskiej przestrzeni. Część obiektów, które powinny stanowić ciąg nagle stała się wolnostojąca, a w innych przypadkach, ze względu na niejednorodne wysokości dachów często nagle, ni z tego, ni z owego, z niższego budynku wyłania się znacznie wyższa, pusta ściana szczytowa drugiego. Nie uniknęła tego chociażby omawiana wcześniej ulica Wodna czy Babina.

Puste ściany szczytowe budynków, źr. Google Earth, opracowanie własne

Ubytki odsłaniają też chaotycznie posklejane ze sobą oficyny, zwykle ukryte we wnętrzach podwórek. Podobne przerwy zwykle powinno wypełniać się w celu przywrócenia wrażenia porządku, jednak bardzo często się tak się nie dzieje. Odsłoniętą ścianę szczytową można też zagospodarować w inny sposób, np. decydując się na pokrycie jej muralem – rozwiązanie to powszechnie stosuje się np. w Łodzi, Poznaniu czy Wrocławiu. Atrakcyjny, dobrze wykonany mural podnosi jakość estetyczną miejsca i niekiedy wpływa nawet na wytworzenie się konkretnej jego tożsamości. Niestety, jak już wcześniej pisałam w artykule o kaliskiej uchwale krajobrazowej, ściany szczytowe powszechnie pokrywa się dziś wielkoformatowymi reklamami, co pogłębia wrażenie wizualnego chaosu.

Niespójne struktury zestawione ze sobą

Nie tylko przypadkowe przekształcenia obiektów historycznych robią krzywdę przestrzeni – na chaos składają się także nieumiejętnie, bez namysłu projektowane współczesne realizacje. Mowa tutaj np. o przysadzistych, rozlewających się w przestrzeni bryłach supermarketów, zwykle wyposażonych również obce zwartej tkance śródmiejskiej, rozległe przestrzenie parkingów. Tego typu kubatury zupełnie wymykają się porządkowi architektonicznemu, jaki nadają śródmieściom ciągi zespołów mieszkaniowych, przemysłowych czy biurowych. Zaobserwować to można na przykładzie kaliskiego Lidla usytuowanego przy ul. Piskorzewskiej, wyróżniającego się na tle zespołu dawnych budynków Runotexu. Mimo iż dłuższym bokiem przystaje do istniejących już obiektów, nie kontynuuje on linii zabudowy, a stylistyka sklepu, niezmienna niezależnie od miejsca, w którym stanie sieciowy supermarket, w żaden sposób nie nawiązuje do zabytkowego zespołu obok.

Usytuowanie supermarketu na styku z dawnym zakładem przemysłowym, źródło: Google Earth, opracowanie własne

Całe szczęście obecnie coraz częściej wielkopowierzchniowe sklepy wpisuje się już w większe obiekty, które same w sobie projektuje się z myślą o otoczeniu. Zaobserwować to można na przykładzie wrocławskiego Lidla przy ul. Swojczyckiej, ulokowanego w osiedlowym centrum handlowym, które wysokością, linią zabudowy jak i rytmem elewacji powtarza logikę wybudowanych tutaj wcześniej budynków mieszkaniowych.

Osiedlowa galeria handlowa wpisana w kontekst architektoniczny, Wrocław, fot. Dominika Śliwińska

Zagadnienie niekorespondujących ze sobą struktur dotyczy nie tylko powtarzalnych, kopiowanych według jednego schematu brył supermarketów, ale i tych współczesnych realizacji, które kreuje się według indywidualnie tworzonego projektu. Przyjrzyjmy się chociażby budynkom, które zaczerpnęły z popularnego jeszcze niedawno postmodernizmu modę na obłe lub ortogonalne kształty. W podobne realizacje obfituje ulica Chopina, na której napotkamy na kilka tego typu obiektów.

Jeden z nich rozwiązany został na planie prostokąta i posiada wysuwający się przed fasadę wykusz zakończony trapezowatym kształtem oraz wystający poza obrys bryły daszek. Utrzymany jest w zielonkawych barwach. Dwa kolejne charakteryzują bardziej zaokrąglone kształty, a ten usytuowany na skrzyżowaniu z ulicą Kościuszki wyposażono nawet w wystające elementy zbliżone w wyglądzie do walców. Tego typu silne kształty są na tyle obce istniejącej tkance, że powinno się wprowadzać je z bardzo dużą rozwagą, starając się odpowiednio dopasować nową jakość do tego, co stare. Jest to zadanie trudne, wymagające wysiłku i czasu, długotrwałej pracy nad “złapaniem” właściwego pomysłu oraz kształtu. Jeśli natomiast obiekt powstaje na szybko, rysowany jakby na białej, czystej kartce, to później, wstawiony w kontekst przestrzenny, w żaden sposób go nie wzbogaca, a wręcz przeciwnie – przyczynia się do powstawania chaosu.

Czerpiąca z motywów postmodernistycznych bryła budynku przy ulicy Chopina, fot. własna

Wielowarstwowy chaos

Przyjrzyjmy się jednemu jeszcze przykładowi nieładu – skrzyżowaniu ul. Chopina i ul. Kościuszki.

Wielowarstwowy chaos przy skrzyżowaniu ulic Chopina i Kościuszki, fot. własna

Jak ukazuje fotografia, ucięty róg kamienic odsłonił nieuporządkowany układ wnętrza podwórka oraz różnicę wysokości poszczególnych obiektów. Niestety w wyrwie, zamiast wypełnienia o odpowiedniej kubaturze, wyrósł znacznie niższy obiekt ze współczesnym dachem, lukarną i pustą ścianą szczytową z jednym, mikroskopijnym okienkiem. Stanęła tam także jednokondygnacyjna dobudówka. Co więcej, do ceglanej kamienicy wychodzącej ku Muzeum Ziemi Kaliskiej dodano współczesną, niespójną materiałowo nadbudowę z betonowych pustaków.

Jak widać nawet na jednym rogu skrzyżowania bałagan potrafi namnożyć się w niezliczonej liczbie warstw. Co stanie się jeśli do podobnego nieuporządkowania dodamy jeszcze nieuregulowane uchwała krajobrazową poupychane w przypadkowych miejscach reklamy – w jaki sposób cieszyć się mamy z takiej przestrzeni i nie starać się – w miarę możliwości – jej unikać?

Jednorodne wysokości i linie zabudowy przy ulicy Śródmiejskiej, fot własna

Odpoczynek od chaosu

Odpocznijmy chwilę od chaosu i spójrzmy, jak odmienne wrażenie sprawiają obiekty zestawione ze sobą w bardziej konsekwentny sposób – tak jak na przykład kamienice przy Al. Wolności lub te przy ul. Śródmiejskiej. Mimo iż każda z nich posiada inną barwę i różniące się od siebie oprawy okien, gzymsów, witryn czy drzwi, widać, że ich tworzeniu przyświecała spójna myśl.

Kamienice wzdłuż Al. Wolności, fot własna

Taki sposób kreowania przestrzeni nie jest oczywiście zarezerwowany dla zespołów powstających w ramach jednej inwestycji czy powstających w zbliżonych  momentach historii – również tworzący w odmiennych epokach architekci mają szansę nawiązywać do kontekstu okalającego budynek, który tworzyli w danym okresie. Za fascynujący przykład takiego zjawiska posłużyć może ulica Świdnicka we Wrocławiu, gdzie na jednej linii znajduje się klasycystyczna Opera z XIX wieku, gotycki kościół, “rozmawiający” z nim postmodernistyczny Solpol oraz kamienica w klimacie Art déco. Mimo iż każdy z tych budynków posiada odmienny charakter, sposób, w jaki zostały zaprojektowane ukazuje dbałość o nawiązywanie do kontekstu. Solpol czerpie miejsce ulokowania linii dachu od kamienicy obok, jednak stopniowo wędruje ona w górę, aby zniwelować różnice wysokości między nimi, a stojącym obok kościołem. Poprzez ortogonalny element na rogu nawiązuje też do zamkniętego w podobny sposób prezbiterium świątyni.

Styk “rozmawiających” ze sobą budynków z innych epok przy ul. Świdnickiej we Wrocławiu: Dom towarowy Solpol oraz kościół pw św. Stanisława, św. Doroty i św. Wacława, fot. Dominika Śliwińska

Jak wyglądałaby jedna z najbardziej reprezentacyjnych ulic Wrocławia, gdyby każdy z obiektów stworzono bez zwrócenia uwagi na otoczenie, gdyby elementy budynków nie dopasowywały się do siebie nawzajem, a do ich elewacji przyklejały się nieestetyczne dobudówki? A gdyby tak wyglądała cała starówka? Czy mieszkańcy przychodziliby tam na spacer, zasilając portfele usługodawców i stymulując powstawanie nowych punktów gastronomicznych lub handlowych? Czy również wtedy centrum mogłoby cieszyć się taką samą ilością zwiedzających?

Nieporządek wzdłuż Wału Staromiejskiego, fot. własna

Żadna decyzja podejmowana w przestrzeni nie powinna być przypadkowa. Najczęściej w procesie projektowania dowiązujemy się do istniejącego już środowiska – miejskiego lub naturalnego. W przypadku omawianego fragmentu Kalisza jest to zwarta tkanka miejska, posiadająca istniejącą od dawna kompozycję, obfitująca w różnorodne struktury. Wiele podziałów takiej przestrzeni zostało już kiedyś wyznaczonych i konieczne jest odkrycie ich, zbadanie i nawiązanie do nich. To od nich projekt powinien się zacząć. Przejścia między strefami wysokimi a niskimi, pełnymi a pustymi, pomiędzy odmiennymi rytmami czy kształtami muszą być przemyślane. Zawsze też w przypadku tworzenia bryły zupełnie osobnej, dyskutującej z otoczeniem, poprzedzone to być powinno odpowiednim namysłem, bogatymi studiami kompozycyjnymi i analizami formalnymi. Jeśli tak nie będzie – a w naszym kraju niepokojąco często się tak nie dzieje – aparycja miast będzie cierpieć. I będzie stanowiło to jeden z przyczynków do wyludniania się ich na rzecz miejsc bardziej zadbanych i zharmonizowanych. Czy takiej przyszłości chcemy dla Kalisza?

Podobał Ci się materiał? Udostępnij go i komentuj - Twoja opinia jest dla nas bardzo ważna!
Chcesz by podobnych materiałów powstawało jeszcze więcej? Wesprzyj nas!

Share on facebook
Share on twitter
Subskrybuj
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Starsze
Najnowsze Najczęściej oceniane
Informacje zwrotne w treści
Zobacz wszystkie komentarze
kaliszok

100% racji.

Newsletter

Bądź na bieżąco z najnowszymi aktualnościami!

WESPRZYJ NAS!

Każda latarnia potrzebuje mocy, aby oświetlać to, co ukryte. Dołącz do Klubu Mocodawców Latarnika Kaliskiego i wspieraj naszą działalność!

Kliknij w odpowiednią “cegiełkę” i sprawdź, jakie benefity dla Ciebie przygotowaliśmy!

Najchętniej czytane

PODCASTY & VIDEO

REKLAMA

#Twitter