baner_AK
baner_AK
baner_FBAnt
baner_GM
reklama-SWWS

BANASIAK: Subiektywne podsumowanie maja

Maj obfitował w święta. Niektóre lepiej przemilczeć (nie tylko ze względu na intymny charakter), niektórych w ogóle nie powinno być, ale są również takie, które warto wziąć pod lupę. Zatem zaczynamy!

Pewnie nie za rok, możliwe, że nawet nie za 10 lat, ale jestem pewien, iż gdy upłynie w Prośnie sporo wody, kaliszanie będą świętować w 4. dzień maja.

Ustawa zatwierdzona!

A wszystko dlatego, że właśnie tego dnia prezydent Rzeczpospolitej Polskiej podpisał był ustawę o utworzeniu Uniwersytetu Kaliskiego. Właściwa waga tego wydarzenia będzie znana za jakiś czas, ale co poniektórzy już dzisiaj zdają sobie sprawę z tego, jaki awans zaliczyła Akademia Kaliska, a z nią całe miasto. Wejście do elitarnego grona uniwersytetów nie byłoby możliwe, gdyby nie prof. Andrzej Wojtyła, który jakiś czas temu nakreślił plan, a później konsekwentnie i skutecznie go realizował. Wojtyła w swojej bogatej karierze był tytułowany na różne sposoby (pomijam drobniejsze tytuły – dyrektor, prezes, czy prywatne – tata, wujo, dziadek): doktor (taki ze stetoskopem i w białym fartuchu), poseł, następnie minister, później znów poseł, dalej inspektor i jednocześnie minister, później senator i wreszcie rektor. Wydaje się, że właśnie ostatnia funkcja uwolniła w nim cały potencjał. Jeśli więc ktoś będzie wam się starał wmówić, że Uniwersytet Kaliski to zasługa kogoś innego, nie wierzcie, bo łże jak psina. Rolę prof. Wojtyły podkreślił osobiście kilkanaście dni temu minister nauki, prof. Przemysław Czarnek, który mógłby przecież przypisać sobie tzw. sprawstwo kierownicze. Minister przyznał jednak uczciwie – to zasługa rektora Wojtyły. I żeby ten fragment felietonu nie gryzł się ze wstępem, zdradzę pewien szczegół, ale nikomu nie mówcie – 1 maja prof. Andrzej Wojtyła obchodził własne urodziny.

A może lista transferowa w kościele?

W maju nie brakuje świąt kościelnych, a sam miesiąc jest poświęcony matce Jezusa Chrystusa. Nie będzie jednak o maryjnym nabożeństwie majowym, które u niżej podpisanego wywołuje ogromne emocje (zwłaszcza gdy jest odprawiane w przydrożnych kapliczkach w szczerym polu, przez samych wiernych). Tego opisać się nie da. To trzeba przeżyć osobiście. Zatem wątek kościelny zostanie zaznaczony w inny sposób, a punktem wyjścia będzie wręczenie nominacji proboszczowskich w kaliskiej kurii, co miało miejsce ostatniego dnia maja. Obecnie jest tak, że decyzję o zmianie barw klubowych, pardon decyzję o zmianie parafii, podejmuje biskup. A jak by to wyglądało, gdyby na ten przykład zastosować rozwiązania znane w sporcie? Na pewno byłaby szansa na podniesienie poziomu – nie tyle sportowego, ale np. krasomówczego. Bo księża z kategorii ,,przedłużacze”, czyli ci, którzy nie mają nawyku przygotowywać się do wystąpień publicznych, nie mogliby liczyć na angaż w ciekawej, prestiżowej parafii. Musieliby stale pracować nad formą, żeby ktoś ich chciał. Rady parafialne miałby okazje do działań na różnych polach – niektórzy członkowie musieliby szukać sponsorów, żeby pokryć wydatki związane z transferowym hitem, a inni mogliby np. być łowcami talentów i już na etapie seminariów, albo pierwszych lat wikariuszowskich, prowadzić skauting. Z kolei grupy ministrantów mogłyby być prowadzone na wzór szkółek piłkarskich i od czasu do czasu można by było publikować ranking, tych, które są najlepsze w kształceniu kolejnych pokoleń księży. Warto byłoby też pomyśleć o liście transferowej – kiedyś coś takiego obowiązywało w sporcie – na koniec sezonu kluby ogłaszały, których zawodników chcą wypuścić konkurencji i za ile. Czasami obie strony dochodziły do porozumienia i dochodziło do wymiany bezgotówkowej – np. za jednego superstrzelca z głośnym  nazwiskiem, klub oddawał pomocnika, obrońcę i siedem piłek. Tutaj mogłoby być podobnie – za charyzmatycznego kaznodzieję, który martwi się o życie wieczne parafian, a nie o to, czy się zaszczepili, można by było oddać dwóch fałszujących wikariuszy i nagłośnienie pielgrzymkowe wraz z krótkofalówkami dla służb drogowych. Wbrew pozorom mądrych i zaangażowanych księży nie brakuje, wystarczy odpalić w Internecie monitoring z kościołów i posłuchać niektórych kazań. Temat jest więc rozwojowy, a analogii między światem sportu i światem zakrystii, jest więcej. Póki co o zmianach w parafiach decyduje selekcjoner w mitrze.

Ogólnopolska promocja Kalisza

23 maja obchodziliśmy Dzień Wymiaru Sprawiedliwości. I nikt wtedy nie przypuszczał, że kilka dni później właśnie za pośrednictwem jego przedstawicieli, o Kaliszu będzie głośno w całej Polsce. Popularny portal Interia.pl opublikował reportaż o zbrodni sprzed kilku lat, do której doszło w Tłokini Kościelnej. Nie będę spojlerował tekstu – dodam, że to lektura obowiązkowa, dla tych wszystkich, którzy przed pocztą na Zamkowej i przed budynkami wymiaru sprawiedliwości darli się ,,KON- STY-TU-CJA” i ,,WOL-NE SĄ-DY”. W każdym razie w więzieniu siedzi facet, który zbrodni nie popełnił, bo nie był w stanie. Nie ma przeciwko niemu żadnego dowodu, a został skazany, ponieważ na skutek bardzo sugestywnych działań policji, przyznał się do winy. Interia sprawę opisała, następnie opublikowała kilka tekstów powiązanych z tematem i zrobił się spory szum. Rzuciły się na nią nawet oficjalne poselskie czynniki (tak, te od ,,KON-STY-TU-CJI”), ale do tego szczególnej wagi nie warto przywiązywać – nadzieja jest za to w prawnikach z tytułami profesorskimi, którym włosy dęba stanęły, gdy przeglądali akta sprawy – zarówno te z zebranym materiałem dowodowym, jak również te z sądowych rozpraw. Mam wrażenie, że zainteresowanie tą sprawą dopiero się rozpoczyna. Wypada zatem żałować, że niewinny człowiek siedzi w więzieniu, prawdziwy morderca jest na wolności, a kaliski wymiar sprawiedliwości zadbał o wątpliwej jakości promocję na skalę ogólnopolską.

Błyskotki w środkach przekazu

W maju, konkretnie 21. dnia tego miesiąca, obchodzony był również Światowy Dzień Środków Masowego Przekazu. Obecnie nikt szczególnie nie świętuje Dnia Dziennikarza, a jeszcze w latach 90-tych, balety trwały po cztery dni. Środowisko pracowało intensywnie nad dostarczeniem ludzkości treści, ale znajdowało również czas na rozrywkę w lokalach takich jak Kal-mar czy Pięterko, ewentualnie w redakcjach. Dzisiaj dziennikarze, a także szerzej – pracownicy środków masowego przekazu – zajęci są publikowaniem w Internecie od świtu do zmierzchu, przez co trafiają się od czasu do czasu wyjątkowe perełki. Weźmy przykład pierwszy z brzegu – radiowy portal informuje, że w Ostrowie odbyła się ,,debata o debacie”, a jej uczestnicy zaprezentowali błyskotliwe metafory, oryginalne przemyślenia i poglądy. Pewnie bym uwierzył na słowo i szukał czegoś o sporcie, ale zauważyłem, iż jednym z mówców był były prezydent naszego nieszczęśliwego kraju – Bronisław Komorowski. Będąc fanem jego twórczości, zagłębiłem się w spisane przemyślenia i znalazłem metaforę: – Rządzący szykują wielką pałę, którą chcą nam wszystkim dać po głowie. Rzeczywiście błyskotliwe i oryginalne, prawda? Samo złoto. Ale to nie wszystko – cytowany był również Adam Michnik, który gdzieś od połowy lat 80-tych zawsze się myli w diagnozach. Tym razem również nie zawiódł – przyznał, że zaobserwował w Polsce aksamitny zamach stanu. Czym się on objawia? Tym, że zmienia się system… Wisienkę na torcie stanowi jednak krótka, ale treściwa wypowiedź marszałka Tomasz Grodzkiego, który stwierdził, że niebezpieczne dla Polski jest budowanie nowych, zepsutych elit, bez kręgosłupa moralnego. Marszałek nie zauważył, że ten proces trwa nieprzerwanie odkąd dziadkowie współczesnych Niemców wespół z ruskimi barbarzyńcami, wymordowali polską elitę! A w jej miejsce zainstalowali kreatury, które na ponad pół wieku zablokowały możliwość rozwoju Polski i nie pozwoliły na odrodzenie się elit.

Opisywany przykład jest jednym w wielu, którzy dobitnie wskazuje, jak trudny na co dzień jest zawód dziennikarza… Słuchać te bzdury i nie parsknąć śmiechem… A później jeszcze to publikować… Trzeba mieć nerwy ze stali.

Bez migren

Na koniec krótkie przypomnienie najważniejszego wydarzenia sportowego w Kaliszu – awansu do PGNiG Superligi Kobiet drużyny SWWS Szczypiorno Kalisz. Na ten temat sporo już było w osobnym, tekście, ale warto o tym sukcesie przypominać, żeby ludzie oswajali się z myślą, że od września wszyscy żywi kibicujemy również paniom rzucającym piłkę. To naprawdę kobiety z charakterem, a nie miągwy z migreną. I będą trzecią drużyną z Kalisza w najwyższej klasie rozgrywkowej! Błyskotliwi obserwatorzy życia publicznego zauważyli, że trzy drużyny w klubie, któremu prezesuje Błażej Wojtyła, idealnie korespondują z jego sytuacją rodzinną – gdzieś w okolicach wakacji, ma się narodzić trzeci potomek prezesa. Trójka dzieci – trzy drużyny i wszystko się ładnie sklei.

Podoba‚ Ci się materiał? Udostępnij go i komentuj - Twoja opinia jest dla nas bardzo ważna! Chcesz by podobnych materiałów powstawało jeszcze więcej?Wesprzyj nas!

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Informacje zwrotne w treści
Zobacz wszystkie komentarze

Najnowsze