Porzucona przyroda. Pokochajmy kaliskie nieużytki

Chaszcze, krzaki, busz, nieużytki - tereny dzikiej zieleni w mieście, tej pozbawionej ludzkiej ingerencji, postrzegamy najczęściej jako niepotrzebne i zaniedbane, jako wynik zaniedbań ludzkich, braku organizacji czy finansów. Wolimy je zagospodarowywać, urządzać, porządkować. Tymczasem to, co uznajemy za “nieużyte”, tak naprawdę wcale takie nie jest. Na terenach, gdzie faunie i florze pozwolono na rozwijanie się w sposób jak najmniej zakłócony działaniami człowieka - czyli na tak zwaną spontaniczną sukcesję - odkrywa się zaskakującą różnorodność gatunków roślin oraz zwierząt, a niekiedy nawet gatunki bardzo rzadko występujące. To, co zwykliśmy uznawać za pozbawione wartości, okazuje się mieć zaskakująco dużo zalet.

Tereny zieleni nieurządzonej i nieużytków urbanistycznych odbiegają estetyką od tradycyjnie rozumianych parków – tutaj nie człowiek kształtuje przyrodę, a tworzy się ona sama, w spontanicznych procesach. Z tego samego powodu zaczynamy odkrywać, że obszary te nie są ubogie i niechlujne, ale wręcz przeciwnie – bogate, obfite, warte doceniania, a nawet ochrony. W obecnych czasach, kiedy coraz więcej czasu spędzamy w ciasno zabudowanych, zwartych miastach lub nawet – jak w czasie pandemii – swoich mieszkaniach, kontaktu z nieskrępowaną naturą zaczynamy potrzebować jeszcze bardziej. Nie zawsze jednak mamy czas na wycieczkę poza miasto, do lasu czy w góry. Okazuje się, że istnieje rozwiązanie świetnie sprawdzające się w gęstych, ale wciąż rozrastających się miastach XXI wieku. Potencjał, który już istnieje i czeka tylko, aby go wykorzystać.

1. Mirabelki. Wydarte, Kalisz, fot. autorki

Podział na cztery modele ekosystemów przyrodniczych wprowadził niemiecki badacz, Ingo Kowarik. Wyróżnił wśród nich przyrodę pierwszą, na którą składają się pozostałości krajobrazu naturalnego (lub półnaturalnego), zachowanego w pierwotnej, nieprzetworzonej przez człowieka formie. Te najbardziej wartościowe z nich obejmowane są ochroną (np. jako parki narodowe czy rezerwaty), a ekosystem chroni się w dość ścisły sposób, często pozbywając się obcych gatunków i przeprowadzając inne regulujące ekosystem ingerencje. Druga przyroda to już coś zupełnie innego – krajobraz rolniczy, przekształcony przez ludzi na potrzeby czerpania z nich korzyści, czyli np. pola lub sady. Trzecią przyrodę tworzą tradycyjnie rozumiane przez nas założenia parkowe i ogrodowe, uporządkowane, zaprojektowane i służące spędzaniu wolnego czasu. Czwarta przyroda natomiast kształtuje się bez naszego udziału, na terenach opuszczonych lub zdegradowanych  – na obszarach zieleni izolacyjnej, nieużytkach urbanistycznych, terenach pokolejowych, poprzemysłowych, poeksploatacyjnych, na dawnych wysypiskach odpadów. I okazuje się, że natura bardzo dobrze sobie radzi – choć często niedokładnie tak, jak sami byśmy to zaplanowali. “Tu rośnie orzech włoski, tam robinie akacjowe, nawłoć kanadyjska, niecierpek himalajski. To są wszystko gatunki obce. Przyrodnicy konserwatorzy uznaliby, że trzeba się ich stąd pozbyć, żeby chronić naturalny ekosystem.” – mówi Kasper Jakubowski, autor publikacji “Czwarta przyroda. Sukcesja przyrody i funkcji nieużytków miejskich”, do Filipa Springera, kiedy spacerują po Libanie, dawnym krakowskim kamieniołomie.

2. Wydarte, Kalisz, fot. autorki

Kasper Jakubowski pisze: “Parkotwórcza rola tych terenów nie jest powszechnie znana i akceptowana, stąd zwykle presja na zabudowę.” Tymczasem takie obszary posiadają liczne walory, które ciężko przecenić – stanowią one korytarze przewietrzania, miejsce występowania różnorodności biologicznej, wpływają na retencję wód i oczyszczanie powietrza, regulują klimat.

Jak podkreślić walory dzikich zielonych przestrzeni, ale jednocześnie ich nie zniszczyć? Odpowiedź przychodzi z takich państw jak Niemcy, Wielka Brytania czy Holandia, gdzie powstały już liczne podobne założenia. Różnią się one od siebie, bo czwartą przyrodę można traktować na rozmaite sposoby – starać się jak najmniej modyfikować ich przestrzeń, wykorzystywać ją jako tereny edukacyjne czy integrować przyrodę czwartą z trzecią, czyli łączyć ją z terenami bardziej zagospodarowanymi.

3. Jeżyny. Wydarte, Kalisz, fot. autorki

Za przykład podajmy park Südgelände w Berlinie. W Niemczech temat ochrony nieużytków jako terenów zieleni przyciągnął uwagę opinii publicznej już kilkadziesiąt lat temu, bo w latach 80. Właśnie wtedy dokonano inwentaryzacji na terenie znajdującego się tam nieużytku i odkryto w nim aż 334 gatunków roślin (¼ wszystkich występujących w stolicy gatunków) oraz bardzo rzadkiego typu pająka, występującego bardzo nielicznie w jaskiniach południowej Francji. Przyczyniło się to do otwarcia debaty na temat postępowania z nieużytkami i w efekcie teren ten wykupiono pod cele publiczne, aby udostępnić go mieszkańcom, a jednocześnie chronić rozwijającą się tam faunę i florę. Podejście do tworzącego się parku wypracowywano w toku wieloletnich dyskusji i przekształceń. Finalnie wydzielono dwie strefy parku – jedną, w której przyrodę poddaje się pewnym regulacjom i przekształceniom oraz drugą, pozostawioną bez ingerencji w celu obserwowania niezakłóconych procesów zachodzących w przyrodzie. W parku, znajdującym się na dawnych terenach pokolejowych, zaprojektowano też elementy małej architektury, ścieżki, ławki, huśtawki nawiązujące do estetyki związanej z pociągami. Pojawiają się w nim zarówno zabytkowe lokomotywy, plenerowe ekspozycje artystyczne, jak i owce, których okresowy wypas wprowadzono tam już w 1997 roku.

Co ciekawe, w pierwszych latach po założeniu innego podobnego parku w Berlinie (Park am Nordbanhof), służby otrzymywały liczne telefony zgłaszające zaniedbania w pielęgnacji rozrośniętą roślinnością parku. Łąki porastane przez chwasty czy leśna część łączyły się funkcjonalnie z przewidzianymi tam innymi atrakcjami – ścieżkami, częściami do rekreacji miejscami do graffiti czy fragmentem upamiętniającym przebiegający tam kiedyś mur berliński. Dla wielu użytkowników tego typu estetyka okazywała się na początku szokująca. Dziś jednak mieszkańcy, jak pisze Kasper Jakubowicz, podkreślają “dzikość i atrakcyjny, a nawet symboliczny obraz natury odzyskującej, kolonizującej na nowo teren odebrany miastu i jego funkcjom”.

4. Nawłocie. Wydarte, Kalisz, fot. autorki

W Polsce również zaczynają pojawiać się podobne założenia terenów zieleni. We Wrocławiu w 2012 rozpoczęto wieloetapową budowę osiedla na terenach należących częściowo do dawnej cegielni. Liczne tory kolejowe, które pozostały po zakładzie, wpleciono w układ ścieżek, a wzdłuż nich usytuowano podłużny park. Część zieleńca wypełnia uporządkowana zieleń, ścieżki są utwardzone, wzdłuż nich usytuowano ławki, latarnie, urządzenia siłowni na świeżym powietrzu, a nawet dwa niewielkie boiska, to jednak tylko część tego parku. Druga jego połowa, ściśle przylegająca do pierwszej, to po prostu pas spontanicznie rozrastających się drzew i krzewów. Mieszkańcy osiedla mają więc wybór – czy spacerować po zagospodarowanej części czy raczej skryć się pośród dzikiej, bujnej zieleni. Obie z tych części są równie chętnie uczęszczane, choć przez nieco inne typy odbiorców – w uporządkowanej połowie znajdziemy dużo kobiet z wózkami czy biegaczy, w tej dzikiej dzieci budujące szałasy z gałęzi czy właścicieli psów.

Tereny niezagospodarowanej zieleni funkcjonują w mieście w ciekawy sposób nie tylko z punktu widzenia przyrodniczego, ale też społecznego. Różnica między terenami nieurządzonymi, a tymi, w których widać rękę człowieka, zaciera się chociażby w oczach dzieci, dla których zakrzewiony pagórek czy niewielki zagajnik stanowią często miejsce równie lub nawet bardziej atrakcyjne od specjalnie zaprojektowanego dla nich placu zabaw. Dzikie tereny, na których spędzają wolny czas, wiążą się potem ze wspaniałymi wspomnieniami.

Z takich miejsc korzystają także dorośli i młodzież, dzikie zakątki w mieście wykorzystując do spotkań towarzyskich, grillowania czy przechadzek. Mieszkańcy, którym miasto nie zapewni pobliskiego parku, sami odbierają należne sobie miejsce w jego tkance. I często staje się ono nieodłączną składową tożsamości mieszkańców. Pokazuje to historia łódzkiego pagórka – który ze względu na swój kształt zyskał nazwę Wieloryb – służącego jako miejsce spotkań łodzian, szczególnie zimą, kiedy dzieci szalały tutaj na sankach.  Wzniesienie ze względu na budowę tuneli pod tzw. łódzkie metro najprawdopodobniej zostanie zlikwidowane, co spotkało się z protestem mieszkańców. “Zjeżdżałem z tej górki jako małe dziecko, teraz przychodzę tu z moim wnukiem Wiktorem. Liczyłem na to, że będę mógł przyjść tu z prawnuczkami, ale okazuje się, że teren przejęły koparki” – cytuje Kinga Baryga. Miejsce to posiada nawet swoje podstrony na portalach z recenzjami miejsc w mieście, gdzie określono go takimi komentarzami, jak np. “Świetne miejsce rekreacyjne dla dzieci i dorosłych”. Łódzki grafik zaprojektował z tego powodu nawet okolicznościową grafikę. “Dla mnie i zapewne dla tysięcy ludzi w Łodzi jest to bardzo smutna informacja. Poznałem nań dziesiątki ludzi, wypiłem sporo piw. (…) Dla mnie, jako dla chłopaka spoza Łodzi, to miejsce-symbol, które jako pierwsze przychodzi mi do głowy, gdy myślę o błogim czasie. (…) Niby to kilka ton martwej ziemi ponad betonem, a jednak czuję, że znika część mojej tożsamości na ziemi łódzkiej” – napisał. Istnieje jednak nadzieja na uratowanie Wieloryba – być może górka zostanie przeniesiona w inne miejsce.

5. Jarzębina. Wydarte, Kalisz, fot. autorki

Czy w Kaliszu posiadamy tereny zieleni niezagospodarowanej, gdzie trzecia przyroda miesza się z czwartą? Oczywiście – za jako pierwszy przykład podać można Park nad Krępicą. Mimo iż cały jego obszar, sięgający od ul. Kulisiewicza do zbiegu Dobrzeckiej i Stanczukowskiego, określony jest w Studium jako zieleń parkowa, tylko jego część jest zagospodarowana w klasycznym rozumieniu tego słowa – wytyczone zostały tu alejki, dodano towarzyszące im ławki, zasadzono drzewa (ok. 300 drzew iglastych i liściastych, w tym brzozy, dęby olchy, świerki, jodły czy modrzewie) oraz ok. 1700 krzewów (m.in. dereń, jaśminowiec, żarnowiec). Z dwóch stron z tym terenem sąsiadują obszary, gdzie ścieżek nie wytyczono, a zostały one wydeptane. Rosną tu dzikie jabłonie i mirabelki. Cały obszar przylega do Krępicy, wąskiego cieku wodnego, w którego stronę opada, tworząc niewielką dolinę. Zbocza powszechnie wykorzystywane są przez dzieci, zarówno w miesiącach zimowych (do zjeżdżania na sankach), jak i wiosenno-letnich (do biegania, wspinania się i buszowania wśród drzew). Zbocze, które obniża się od strony Szkoły Podstawowej nr 7, od lat funkcjonuje w świadomości młodych pod nazwą “dżungla”. Plątanina gałęzi, strumyk i stroma różnica terenu otwierają pole dla nieskończonej wręcz wyobraźni dzieciaków.

Kaliskie studium przewiduje tereny zieleni nieurządzonej głównie wzdłuż cieków wodnych. Jak zaobserwować można, szczególnie w czasie ciepłych, słonecznych dni, mieszkańcy miasta chętnie z nich korzystają. Tak dzieje się chociażby w przypadku rejonu ulicy Wydarte. Sąsiadujące z Prosną tereny, położone na tyłach Galerii Kalisz, porastają trawy, drzewa i krzewy – jeżyny, mirabelki, jarzębiny. Zieleń przecinają wydeptane przez kaliszan ścieżki. Teren jest malowniczy, ścieżka ciągnie się przez kilka kilometrów, aż do Kościelnej Wsi, mijając pola, obszary łąk czy skupiska drzew, w których w ciepłe dni spotyka się młodzież i dorośli. Wstęga ulicy Wydarte czy Park nad Krępicą to nie jedyne takie miejsca w mieście – bujna roślinność rozwija się w Kaliszu także na obszarach dawniej wykorzystywanych na cele przemysłowe. Zarasta działki takie jak ta, na której znajduje się dawna zajezdnia Kaliskich Linii Autobusowych, a jeszcze wcześniej rzeźnia miejska. Co ciekawe, mamy w mieście również obszar poindustrialny, który celowo przekształcono na park – na wyrobiskach dawnej kopalni gliny cegielni Czaszki powstał w latach 70. Park Przyjaźni.

A Wy? Macie swoje ulubione dzikie zieleńce w Kaliszu? Za co je doceniacie? Czy uważacie, że powinny zostać zagospodarowane czy pozostać takie, jakie są? Czekamy na Wasze opinie.

Źródła:

Kasper Jakubowski “Czwarta przyroda. Sukcesja przyrody i funkcji nieużytków  miejskich”

www.autoportret.pl/artykuly/czwarta-przyroda-w-miescie/

www.smoglab.pl/dr-jakubowski-traktujemy-dzikosc-jako-samosiejki-i-chaszcze-a-to-nowa-nadzieja-dla-miast/

www.nieplaczabaw.pl/104/

www.magazynpismo.pl/cykle-pisma/wyprawa-po-nadzieje/filip-springer-miejskie-nieuzytki/?seo=pw

Podobał Ci się materiał? Udostępnij go i komentuj - Twoja opinia jest dla nas bardzo ważna!
Chcesz by podobnych materiałów powstawało jeszcze więcej? Wesprzyj nas!

Share on facebook
Share on twitter
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Informacje zwrotne w treści
Zobacz wszystkie komentarze

Newsletter

Bądź na bieżąco z najnowszymi aktualnościami!

WESPRZYJ NAS!

Każda latarnia potrzebuje mocy, aby oświetlać to, co ukryte. Dołącz do Klubu Mocodawców Latarnika Kaliskiego i wspieraj naszą działalność!

Kliknij w odpowiednią “cegiełkę” i sprawdź, jakie benefity dla Ciebie przygotowaliśmy!

Najchętniej czytane

PODCASTY & VIDEO

REKLAMA

#Twitter